wtorek, 22 sierpień 2017 17:51

Moje przygody na drodze do panteistycznego Absolutu

Napisane przez
Oceń ten artykuł
(2 głosów)

Bóg jest bezrozumną formą i jest wszystkim co istnieje w świecie w ogóle. Jest z całą pewnością bardzo mądry i inteligentny, zabawny i skłonny do radości i zabawy oraz uwielbiający przeżywać wszelkie formy przyjemności. Jest jednocześnie bardzo okrutny i silny.

 

 

 

Ceni w sobie swoją siłę i chyba dlatego stworzył cierpienie by mogła tu istnieć siła i zaradność oraz odwaga i mądrość i władza i rozwój, a które byłyby nierealne w świecie bez cierpienia w którym nie trzeba by było wykazywać się siłą, moc byłaby powszechna, wszyscy idealni, a władza niepotrzebna gdyż zawsze działa by się przyjemność i nie można by było w ogóle mówić o rządzeniu, bo zawsze działo by się dla nas to co sprawia nam przyjemność i dobro. Tutaj nie ma tak łatwo Porównując realnego boga i realny świat ze światem wyimaginowanym z rajem w którym jest wyłącznie przyjemność i dobro stwierdzam że nasz świat i bóg którym jesteśmy jest pełniejszy niż tamten, chociaż tamten jest na pewno bezpieczniejszy, a co za tym idzie nasz świat jest bardziej przygodowy i wymaga od nas cnót takich jak odwaga i zaradność, moc i władza nad nami samymi czyli światem innymi ludźmi i naszym ciałem. Ten świat na pewno ma większe możliwości rozwoju, niż eden który jest na wieki wieków doskonały. Tutaj można przeżywać emocje które tam byłyby niedostępne. Tamten świat byłby niepełny, choć z całą pewnością więcej w nim byłoby radości i szczęścia. Byłby to świat dziecka nie dorosłego. Nasz wymiar jest przeznaczony dla dojrzałych, a niebezpieczny dla tych którzy są dziećmi. Prezentuje przy tym większą pełnie oraz potrzebę wykazania się różnymi cnotami które byłyby zbędne w wymiarze wyśnionym. Jesteśmy nieśmiertelnymi duszami i zgodziliśmy się na pewien czas grać w teatrze życia takie role. Zgodziliśmy się bo chcieliśmy doświadczyć tych wszystkich uczuć jakie oferuje ten świat. Chcieliśmy brać udział w rozwoju. nauczyć się czynić wyłącznie wolę bożą pod groźbą kary ze strony wszechświata. Nie wiedząc nawet czy świat rajski naprawdę istnieje zgodziliśmy się przyjąć tutaj wcielenie ludzkie i przez to być częścią tego boga którym jest cały wszechświat tego wymiaru. Chcieliśmy podjąć wyzwanie pokochania boga czyli siebie i całego świata ludzi, zwierząt, roślin i materii nieożywionej w tych trudnych warunkach. Mimo okrucieństwa i bólu jakie niesie egzystencja. Bóg pragną byśmy byli optymistami i kochali wszelkie stworzenie bo naprawdę jest za co, przez to nabywając nowych doświadczeń dla swych duchów. Byśmy nie patrzyli jedynie na radosne wizje życie lecz wzięli to które jest realne i jedyne dla nas i nim się zachwycili jako bogiem jedynym, a może czasem sypnąć piaskiem w oczy i okrutnie nas skrzywdzić. Może wydawać się że cała ta konstrukcja ma wady i jest nie doskonała ale tak naprawdę jest ona cudem którego nie zawsze jesteśmy w stanie pojąć. Dlatego bywa że odwracamy się od panteistycznego boga i przez to krzywdzimy samych siebie. W tym świecie nie może być mowy o grzechu, chyba że jest nim nie kroczenie drogami boga za które realnie jesteśmy karani przez wszechświat. Wracając do doskonałego edenu, ten wymiar o którym marzymy może być dostępny nam po śmierci, a może w ogóle nie istnieć. Teraz to nieważne. Chociaż sny pokazują nam że raj jest realny i możemy go sobie stworzyć w świecie snów, gdzie sami dyktujemy prawa, a nie są one z góry ustalone przez boga który jest ukrytą wersją nas i wymaga od nas byśmy akceptowali własne prawa jakie nadaliśmy sobie schodząc tu by doświadczyć życia. Namawia nas do współpracy i zaangażowania w to życie oraz do miłości tego co realne, a nie bujania w obłokach za fantasmagoriami które być może w ogóle nie istnieją i nigdy istnieć nie będą. Ten świat to mądre miejsce i można tu dobrze się czuć mimo tego że świata rajskiego nie ma. Ten świat z całą pewność jest niezwykłym miejscem i mamy szczęście że w nim żyjemy i możemy odnaleźć tutaj swoje miejsce.

Teraz jednak jestem samotny, dzień dla mnie nie istnieje. Tracę łączność z bogiem. Odbywam karę za krzywdę jaką mu wyrządziłem. Karę jaką sam na siebie sprowadziłem. Żywioły wyją dookoła mnie i pragną skonsumować moje grzeszne ciało, powiem sprzeciwiłem się Wielkiemu Dziełu. W tej ciemności, w głuchej nocy wołam imię króla ciemności Szatana by pojawił się przede mną i wytłumaczył dlaczego trafiłem do jego krainy i jak mogę w niej
,spowrotem odnaleźć swoje miejsce. Wołam dzieci nocy skryte w cieniach by wyszły z mroku. Wiem że one tam są i zabierają mi energię i osłabiają mnie. Staram się odpowiedzieć na pytanie dlaczego? Dlaczego mnie krzywdzą jaki jest powód i co mam zrobić by przestały mnie karać. Wiem z kart że to dlatego że jestem zdradliwy i dwulicowy i zasłużyłem na to. Jestem hipokrytą. Byłem fałszywy i zasłużyłem sobie. Pragnę jednak się poprawić.  Jeśli chcecie zostańcie jednak nie pozwalam wam mnie dręczyć, chcę się oczyścić z winy. Męczycie mnie, a ja chcę żyć. Pragnę się poprawić na tyle na ile dam rade i chcę dać z siebie wszystko by nie być już fałszywym i dwulicowym jeśli o to wam chodzi. To było chyba wtedy, gdy sam narażałem się na ośmieszenie, wypierałem się ducha i sądziłem że nie ma was, ani Wielkiego Dzieła jest tylko racjonalny rozum i on istnieje, a duchów nie ma. Czy jednak wypierałem się piekła i demonów ?? Nie robiłem tego. Po prostu uznawałem że wszystko co duchowe to tylko gra umysłu i nie ma tu elementu mistyki i magii. To był błąd zatem nie będę już tak czynił. Czy oto wam chodzi dzieci nocy??  Muszę się poprawić i zrobię wszystko. Nie chcę z jednej strony korzystać z życia z drugiej pluć na nie i przeklinać. Chcę by wyszły ze mnie ciemności by rozładowały się i nie blokowały mnie. Chcę współpracować z wami duchy. Chcę być lepszym człowiekiem i nie popełniać błędów za które mnie każecie. A może chodziło też o ludzi których zdradzałem nie tylko duchy. O tych którzy byli blisko a których traktowałem podle, obgadywałem i poniżałem. Mame i brata których często wyzywałem i źle im życzyłem. Pragnę się poprawić. Nie myślę tak naprawdę, to tylko działanie nienawiści mąciło mi zmysły. Może chodziło o zakon który być może zdradziłem. Sam nie wiem. Pragnę się poprawić i proszę przewodników by pokazali mi drogę i uwolnili mnie od złych duchów które mnie karzą. Wysyłam energie miłości do tych złych i proszę by pomogli mi wejść na ścieżkę Prawdziwej Woli. Tylko tego pragnę. Daj mi znak Św. Aniele Stróżu że mnie usłyszałeś i powiedz jak mi możesz pomóc co ja mam zrobić by z tego wyjść, o ile to w ogóle jest możliwe. Anioł powiedział mi że uśmiechem pokonam wszystkie przeszkody i bym się często śmiał. Dał mi znak jak prosiłem. Powiedział też że Ci którzy mnie męczą będą czyści jak łza. To znaczy że nie robią nic złego. A może to dlatego że gdy leżę widzę w ciemnych barwach swój dzień i przeklinam Wielkie Dzieło, zamiast cieszyć się z pracy jaką włożę ja się smucę że muszę to robić i wolę bezczynnie lenić się i ulegać słabości niż pracować. Tak samo plułem na swoje życie. Uważając przy tym że nic w nim nie jest dobre i nie warto jest żyć bo życie jest złe, ulegałem słabości i oddawałem swoje życie komuś innemu bo sam nie chciałem go przeżywać.. Chcę zawsze widzieć w życiu coś dobrego, bo w końcu moim celem jest zjednoczyć się z bogiem, a drogi do niego są przepełnione radością. Teraz będę silny, nie poddam się. Boję się że na końcu czeka mnie nicość i pustka. Stan znany mi z chwil gdy leżę w łóżku i wszystko jest wtedy daremne. Znam ten stan i czuję że on jest na końcu, że wszystko zostaje zniszczone a mnie ogarnia wiekuista ciemność i pustka. Nie ma w tym stanie nic szczególnego. Dlatego tak ważne jest by przeżywać każdą sekundę życia, bo po śmierci czeka nas prawdopodobnie wielka kupa. Dlatego radujmy się i bądźmy silni. Nie poddawajmy się swoim słabościom i pracujmy do końca nad swoim Magnum Opus. Marzy mi się że po śmierci trafię do upragnionego nieba, do lepszego świata z którego pochodzę. Nikt nie broni mi w to wierzyć, jednak czy to realne marzenia? Nicość jest jak sen. Może wydawać się smutna i przygnębiająca jednak nie wiem dokładnie jaka jest. Ten koniec jest fatalny i skłania nas do tego byśmy żyli teraz , bo niedługo rozpłyniemy się jak fala po oceanie i nic z nas nie zostanie. Nie będzie radości tej towarzyszki życia. Będzie wielka samotność i pustka. Roztopimy się w chaosie. Wielka daremność. Nie załamuje jednak rąk przed tym, bo przecież logiczne jest że każdy koniec oznacza jakiś nowy początek. Nie wiem tak naprawdę co jest pod drugiej stronie i jest duże prawdopodobieństwo że coś nas tam jeszcze czeka.

W samotności spalam się, czuję strach i ból które wychodzą ze mnie gdy jestem sam. Moje cienie wytapiają się z ciała i doświadczam ich w pełni. Moje życie towarzyskie to ruina. Sięgam już niemal dna. To dobrze bo będzie od czego się odbić. Szczerze mówiąc nie chcę za bardzo marzyć o kobiecie i o związku. Dość mam romantycznych historii. Wolę raczej skupić się na praktyce magicznej i pisaniu, oraz na rodzinie którą na szczęście jeszcze mam. Czuję że czegoś mi brak, czegoś się boję, choć nie chcę boję się że lepiej dla mnie byłoby mieć partnerkę seksualną i przyjaciółkę. Tego się boję, że ta samotność nie jest dla mnie najlepszym rozwiązaniem. Pytam znowu kart, co jest? Wychodzi 4 denarów. Otworzyć się na nowe znajomości.

Ciemność znika i otwieram się na mądrość płynącą z życia. Staram się zrozumieć czym jest bóg i jaka jest moja rola i miejsce na świecie. Po tych wydarzeniach dzieją się w moim życiu pozytywne zmiany. Zaczynam wstawać wcześnie rano i ćwiczyć, oraz nie podjadam już w nocy od dwóch dni, co zdarzało się codziennie. Wygląda na to że cienie rzeczywiście ze mnie wyszły.

Czytany 294 razy

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Polecamy:

Wróżka
Lilith

Rytualista
Canis

 

Czat
Ezoteryka 

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.