wtorek, 10 październik 2017 17:14

Wiara, pochodzenie, własna droga

Napisane przez
Oceń ten artykuł
(3 głosów)

Spoglądam smutnym okiem, przez okno, na świat. Obserwuję ludzi od lat, by coś się o nich dowiedzieć, by ich pojąć, zrozumieć, zaakceptować. Nie potrafię. Cierpią, cierpią przez irracjonalizm, brak logiki i własnego zdania.

 

 

 Nienawidzę konformistów.
Kim jesteś? Skąd przybywasz? Dokąd zmierzasz? Potrafisz odpowiedzieć na te pytania? Jeśli tak to jesteś głupcem z urojeniami. Jednym z wielu głupców, którzy na wszystko potrzebują wyjaśnienia.
Żyjąc wiele lat w Polsce przekonałem się, że mimo statystyk, naprawdę jest tu coraz mniej katolików. Chyba, że nazwiemy ich pseudo-katolikami. Rozmawiasz czasem z ludźmi o wierze? Spytaj przechodnia, kim jest z wyznania. Masz 95% szans, że odpowie, iż jest katolikiem. Kiedy jednak przyjrzymy się mu bliżej, nie chodzi do kościoła, grzeszy, nie stosuje się do przykazań, nie pości, gdy trzeba. Kim jest? Moim skromnym zdaniem – chodzącym problemem trawiącym ten świat. I nie odnosi się to tylko do katolików, ale i do żydów czy islamistów. Do wszystkich wyznań, kultur i religii, które na przestrzeni dziejów więcej zła wprowadziły, niż dobra.
Do czego zmierzam? Problem przedstawiał będę na przykładzie katolików, zakładam, że jesteś Polką/Polakiem, więc z tym mamy najwięcej do czynienia, także najłatwiej pojąć moje zdanie opierając się na tej wierze. I nie mam tu zamiaru pisać kolejnego „Satanistycznego” stuffu obalającego wiarę, to było dobre, gdy miało się 16 lat i było w czasie krucjaty antykościelnej. Piękne teksty, nieomal ścieżka ówczesna, pokazująca zakłamanie kościoła, nieścisłości w wierze NIE BĘDZIE tematem tego artykułu. Z tego się wyrasta.
Wracając do tematu. Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego jesteście ochrzczeni? Nie trzeba wiele, by domyślić się, iż wybrała za was rodzina. Dlaczego tak wybrali? Też są ochrzczeni, bowiem ich wcześniejsza rodzina tak wybrała.... i koło się napędziło. Czy to jednak słuszne?
Katolicka wiara opiera się na wierze bezgranicznej w Boga jedynego, modlitwach, nadstawianiu drugiego policzka, wypełnianiu dogmatów i miłości bliźniego. Załóżmy, że przykładowy pan Kowalski został ochrzczony. Oczywiście, będąc niemowlęciem. Później dorastał. Przeleciał pierwszą kobietę w wieku 16 lat, od 17 roku życia pali, pije, imprezuje i prowadzi swobodne życie, do kościoła nie chodzi, nad istnieniem Boga nigdy się nawet nie zastanowił. Ale gdy przychodzą święta, ślub, pogrzeb – zakłada swe lśniące buty, wyprasowany garnitur i zjawia się na nabożeństwie, groźnym wzrokiem spoglądając na sąsiada, który zachowuje się zbyt głośno. Ale tworzy statystykę – w końcu według wszelkich statystyk – jest katolikiem. I rodzina się go nie czepia.
Po co komu jednak taka wiara? Dlaczego przynależeć do grupy, do której w ogóle się nie poczuwamy przynależni? Przypomina mi to syna, który zostaje architektem, ponieważ tego chciał jego ojciec, bowiem ich rodzina od 4 pokoleń jest architektami. Nie ważne, że nie spełnia się w tej dziedzinie, nie ważne, że w ogóle nie ma pojęcia o tym, co chciałby robić. Nigdy się nad tym nie zastanawiał. Od dziecka uwarunkowano mu przynależność do grupy architektów i tak już zostało. Za 50 lat, gdy ktoś spyta go – dlaczego zostałeś architektem? Po krótkim namyśle odpowie – jakoś tak wyszło, nadal się nad tym nie zastanawiając.
Właśnie ten konformizm, brak samodzielnego myślenia implikuje to, co mamy wokół. Ludzi, którzy jawnie kłamią, grupy społeczne ogromne, a budowane na tak fałszywym fundamencie. Jak więc wyglądała by moja utopia? Człowiek rodziłby się i po prostu żył, pod opiekuńczymi skrzydłami rodziców. W pewnym momencie, gdyby dojrzał (nie precyzuję wieku, jeden dojrzewa w wieku 12 lat, inny 30, jeszcze inny – nigdy), poczułby powołanie, zew, iskrę w sercu, mógłby zostać, kim zechce. Nikt nie miałby pretensji, że matka jest żydówka, ojciec buddystą, a syn został katolikiem. Wiara winna być nabyta, a nie odziedziczona. Wtedy człowiek WIERZYŁBY, a nie był punktem dodatnim w chorej statystyce.
Utopie jednak nie istnieją, nigdy również nie zaistnieją, zbyt jesteśmy konfliktowym gatunkiem na utopię.
Co więc możesz zrobić? Odrzuć dogmaty, na pięć minut stań się wolny. Opróżnij umysł, nie zastanawiaj się czy to co właśnie robisz jest dobre, złe, potrzebne czy nie. Po prostu skoncentruj się, zajrzyj w umysł, w serce, czy w duszę (jak tam wolisz) i spytaj sam siebie – kim jestem? Nie bądź robotem. Nie daj sobie wszczepić oprogramowania, systemu operacyjnego, który nie obsługuje Twoich programów. Sformatuj się, zainstaluj to co potrzebujesz. Bądź sobą.
I niekoniecznie szukaj swej ścieżki na ścieżkach wydeptanych. Opowiem Ci historię. Swoją, prawdziwą. Byłem wtedy młody, bardzo młody, uczeń technikum. Zbuntowałem się przeciw wierze katolickiej, wpadłem w nurty thelemiczno-chaocko-satanistyczne (laveyańskie). Toczyłem batalię ostrzeliwując katolicyzm sarkazmem, nienawiścią, cynizmem. Myślałem, że jestem umysłowym guru, reszta to nic nie warte tępaki. Jakże dziś chce mi się z tego śmiać.
Po latach własnych obserwacji, tworzenia własnej drogi, dochodzę do wniosku, że „gotowe ścieżki” to straszliwe ograniczenie. Nie ważne, czy uważasz się za katolika, buddystę, satanistę czy thelemitę. Dlaczego zamykasz się w ryzach opisanego systemu? Dlaczego nie pójdziesz krok dalej i nie otworzysz umysłu? Wiele systemów religijno-filozoficznych powstałych niedawno, jak chaos, thelema, satanizm, dowodzi, iż bycie ich członkiem daje całkowitą wolność. Pozwala wyrwać się z dogmatu codzienności, odrzucić dogmaty.... ale znów zamyka Cię w puszce. Po co? Sam mi odpowiedz. Dlaczego z brudnego, mokrego więzienia wchodzisz do pięknej, złotej klatki? Jedyne co się zmienia, to Twój punkt widzenia, teraz patrzysz z góry na innych więźniów, sam nim będąc. Zastanów się.
Wyobraź sobie, że jesteś małą, kauczukową piłeczką. Narodziłeś się, i zamknięto Cię w puszce. Teraz obijasz się jak szalony po małej powierzchni, zgodnie z tym, jak ktoś potrząśnie puszką. Ale pewnego dnia skaczesz, skaczesz i rozbijasz denko puszki. Wydostajesz się. Patrzysz na wielki świat, pokój, kuchnię, przedpokój i łazienkę. Twój świat urósł o 5000%. Jesteś w wniebowzięty. Zaczynasz nienawidzić puszki i tych, którzy Cię do niej wsadzili. Przeklinasz ich, skaczesz jak szalony by wgnieść puszkę w jak największej ilości miejsc. Kiedy Twoja puszka jest zniszczona, jesteś szczęśliwy, skaczesz do końca życia po pięknym mieszkaniu. I nigdy nie wpadasz na pomysł, by wybić szybę i zobaczyć, że na zewnątrz istnieje świat miliard razy większy, niż Twoje mieszkanie....

Czytany 408 razy Ostatnio zmieniany wtorek, 10 październik 2017 17:41

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Polecamy:

Wróżka
Lilith

Rytualista
Canis

 

Czat
Ezoteryka 

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.