sobota, 25 sierpień 2012 09:16

MAGIA i jej tajemnice (Robert Stiller). Część I

Napisała 
Oceń ten artykuł
(1 głos)

Czarna czy Biała Magia? Jeżeli już ktoś zastanawia się nad znaczeniem obiegowego określenia Czarna i Biała Magia, najczęściej dochodzi do wniosku, ze czarna to ta, której celem jest wyrządzenie szkody, a biała wyróżnia się przez to, ze pomaga.

Ale czy jest to naprawdę aż tak proste?
W początkowym okresie swojej rosnącej przewagi w Europie chrześcijaństwo uznało wszelka magia, nie mieszcząca się w rytuałach kościelnych, za przejaw Czarnej Sztuki, zlej i diabelskiej. W następnych stuleciach to zajadle przeciwstawienie się trochę zatarło i wyłoniły się pewne konwencje, choć nigdy całkiem ściśle i jednoznaczne, w charakterze jakby rozejmu pomiędzy stanowiskiem Kościoła, potępiającym wszelka magie (prócz własnej i nie określanej tym wyrazem) jako taka, a przymykaniem oczu na niektóre jej formy: tak zrodziło się pojęcie Białej Magii. Duży wpływ na to rozróżnienie wywarły dociekania magiczne w hiszpanii arabskiej, powołujące się (często zbyt naiwnie i pochopnie, ale czasami może i nie całkiem bez racji) na tradycje hebrajskie i jeszcze dawniejsze, wywodzące się aż z Babilonu. Podział magii na białą i czarną zyskał oficjalnie uznanie Kościoła, co nie przeszkadza, ze w konkretnych przypadkach rozróżnienie to pozostawało często niejasne i kontrowersyjne. Trzy główne formy działań magicznych doczekały sie jednak akceptacji pod nazwa Białej Magii:
Primo: Te, w których formuły i obrzędy przerobione zostały na modle chrześcijańska, zwłaszcza w ten sposób, ze odwoływano się w nich do Boga w imię Jezusa Chrystusa i obficie wtrącano aluzje do Nowego Testamentu.

Secundo: Zachowujące dawniejszą frazeologie hebrajską, imiona i skróty w rodzaju Agla i tetragramatonu, pentagram nie zastąpiony przez krzyż itd. Formy te podtrzymywali zapewne żydowscy nekromanci, lecz tolerowano je (mimo że nie spełniały warunków poprzedniego punktu), gdy nie popadały w głębszy konflikt ze stanowiskiem Kościoła i miały tzw. dobro na celu.

Tertio: Zabiegi nie odwołujące się wprost do mocy Bożej, tylko polegające na właściwościach przedmiotów i substancji, określane jako magia naturalna. Zaliczały sie do nich alchemia, wróżby, czytanie z kuli kryształowej itp. Niektóre z nich ewoluowały stopniowo w kierunku prawdziwych lub rzekomych nauk, co nie przeszkadza, ze do niedawna Kościół atakował je gwałtownie pod nazwa spirytyzmu lub okultyzmu; że potępienie ta rozciągano nie tylko na astrologie czy chiromancję, ale i na badania w dziedzinie hipnozy i telepatii.

Poza nawiasem choćby i takiej szczątkowej akceptacji zostało wszystko, co Kościół już od zarania tego konfliktu ideologicznego napiętnował i potępił pod nazwa Czarnej Magii.
Jej wspólny mianownik to zwłaszcza kontaktowanie się z demonami, bez względu na to, czy uważanymi za takie od dawna, czy będące starymi i czcigodnymi bóstwami, przez Kościół dopiero przemianowanymi na diabłów.
Przy okazji zaś włączono do tego bezlitosne zwalczanie z jednej strony kultów dianicznych i wszelkiego czarostwa, a z drugiej strony Żydów i judaizmu.
Tzw. kulty dianiczne to prastara i naturalna religia panująca w Europie, w mnóstwie odmian lokalnych, od czasów prehistorycznych. Chrześcijaństwo najpierw tolerowało ja i włączało jej elementy do swych własnych praktyk i zwyczajów, a później zaczęło ja bezlitośnie tępić jako swoja główną religie konkurencyjna w Europie. Utożsamiano ja w tym celu z kultem szatana i wyniszczono tak doszczętnie, ze nawet pamięć o niej zaginęła i tylko miejscami przetrwały, w najgłębszym ukryciu, jej szczątki - jako ludowa praktyka czarów. Ponownego odkrycia tej religii dokonała Margaret Murray w przełomowych książkach The Witch-Cult in Western Europe (1921, Kult czarostwa w Europie Zachodniej) i The God of the Witches (1931, Bóg czarownic i czarowników), nadając jej nazwę kultów dianicznych. W naszych czasach religia ta i jej praktyki przeżywają gwałtowne odrodzenie: a gdy jej wyznawcom przestały zagrażać tortury i śmierć na stosie, okazuje sie, ze tych reliktów przetrwało w ukryciu więcej, niż sie mogło wydawać. Ale czarostwo to nurt całkiem osobny (który tez osobno będę omawiał) i nie należy go utożsamiać z Czarną ani tez z Białą Magia, mimo że istnieją pewne styczności i ze Kościół, celowo wytwarzając zamęt w pojęciach, forsował to utożsamienie przez wiele stuleci. Co sie zaś tyczy równoległego tępienia przez Kościół judaizmu, zagadnienie jest zbyt rozlegle, aby można je było streścić w kilku zdaniach. Lecz ten aspekt, o który tutaj chodzi, najlepiej przedstawił Joshua Trachtenberg w książce The Devil and the Jews (1943, polskie wydanie w moim przekładzie 1997 Diabeł i Żydzi).
Ta z niczym nie licząca sie wojna religijna ciągnęła się przez długie stulecia- z budzącymi grozę skutkami, należącymi do najpotworniejszych i najbardziej haniebnych zbrodni w dziejach człowieczeństwa.
Podstawowy chwyt tej kampanii propagandowej polegał na wmawianiu w kółko ( i często aż do dziś pokutujących) utożsamieniu spraw najzupełniej różnych: magii, pogaństwa i kultów pierwotnych, diabla, czarów i czarownic, herezji, bluźnierstwa, sprośności oraz żydostwa.
Robiono to miedzy innymi przez perfidne mieszanie i przenoszenie nazw, co innego znaczących
Nadano wiec zgromadzeniu czarownic nazwę żydowskiego święta: sabat. I przyjęło sie! Próbowano tez nazwać miejsca tych spotkań, takie jak tradycyjna Łysa Góra, synagoga, ale to sie jakoś nie przyjęło. Mimo długotrwałych wysiłków, aby opinii publicznej utożsamić Żyda z diabłem, udało sie to tylko częściowo: i nawet w Białej Magii trzeba było tolerować pozostałości hebrajskie.

Czarna Magia dzieli sie z grubsza na dwie kategorie. Pierwsza wiąże sie ściśle z chrześcijańskim wyobrażeniem diabla i polega na sprzedaniu mu swej nieśmiertelnej duszy w zamian za określone korzyści materialne. Co roztropniejsi zdawali wprawdzie od wieków pytanie: kto mający choć odrobinę rozsądku (i pilnujący własnej korzyści) zgodziłby sie zapłacić wiecznością piekielnych tortur za trochę złota lub kilka lat przyjemności? Na to odpowiadano, ze pakt z diabłem (jeśli Bóg ma go uznać za wiążący) musi zawierać cyrograf, dający człowiekowi szanse uniknięcia kary piekielnej: a już jego sprawa, czy potrafi z tej szansy skorzystać. Diabeł za to, dla wyrównanej gry, miał prawo zostawić na osobie paktującego swój znak, jakieś piętno czy skazę, które mogły w krytycznej chwili wykręcenie sie od tej zapłaty utrudnić.
Dobrym przykładem tego jest pewna opowieść o człowieku, w którego cyrografie znajdował się warunek, ze diabeł może go porwać tylko wówczas, gdy ten dobrowolnie wejdzie w zielone drzwi. Wydawało sie to łatwe do uniknięcia. Niestety delikwent nie przewidział, ze naznaczono go diabelskim piętnem daltonizmu: i wszedł w zielone drzwi nie widząc ich koloru.
Druga kategoria Czarnej Magii (poważniejsza i bliższa wyobrażeniom arabskim, żydowskim czy nawet babilońskim) traktuje demony (zawsze mniej potężne od Boga i podległe mu) jako cos na kształt upersonifikowanych żywiołów czy sil natury, przed którymi trzeba sie zabezpieczyć i uznać je, po czym można nimi kierować na swój użytek. Zły czy dobry? To zależy, jak ze wszystkimi silami, głównie od samego operatora. Jeśli zna on właściwe Słowa czy Imiona Potęgi, może tymi demonami posługiwać sie i kierować, choćby wbrew ich woli i w sposób niezależny od ich własnej natury.
Również do Czarnej Magii zaliczano wszystko, co wyrządza szkodę lub cierpienie, okalecza i niszczy. Gdyż do takich działań jako by nie dałaby sie użyć siła Boska, której zapożyczanie dla własnych lecz godziwych celów traktowano jako zasadniczy wyróżnik Białej Magii.

Tu jednak od razu nasuwa się spostrzeżenie, ze to, czy cel i samo działanie są dobre, czy złe, zależy nieraz od punktu widzenia. W którym momencie (jeśli występuje sie w słusznej sprawie i przeciwko złu) staje się złem działanie na niekorzyść wroga? Skąd pewność, ze z kolidujących ze sobą celów albo korzyści jedne są obiektywnie dobre, a drugie złe: i jak te obiektywność rozpoznać, jeżeli w ogóle istnieje? Odwieczne to kwestie i często nie do rozwiązania! Albo czy na przykład czary dla pozyskania miłości uznać można za coś najlepszego pod słońcem, czy tez za ruje, sprośność i porubstwo, zależnie od podejścia?
Juz choćby z tej prostej przyczyny widać, jak sztuczne jest rozróżnianie Czarnej od Białej Magii, nie mające większego sensu poza tym, jaki upatruje w nim chrześcijaństwo: a raczej ten czy inny jego autorytet lub instytucja.
Nie mieści sie również w tym podziale bardzo popularna niegdyś magia w stylu arabskim, posługująca sie dżinami, które bywają czasem dobre lub złe, ale na ogól (podobnie jak ludzie) nie do końca i raczej dwuznaczne.

Można jeszcze spojrzeć na to rozróżnienie z punktu widzenia księgi rytuałów i zaklęć.
Podręczniki takie zwane są grimuarami, w sztucznej łacinie grimorium (a naprawdę z francuskiego grimoire, będącego starym przekręceniem wyrazu gramaire, czyli- gramatyka). Rzadko wydawane i nadzwyczaj trudno dostępne, większości amatorów znane są tylko ze słyszenia, a ich podstawowe, największym rozgłosem cieszące się teksty istnieją głównie jako rękopisy, starannie przechowywane w takich miejscach jak Biblitheque Nationale w Paryżu i British Museum w Londynie. Na ogól nie wydano ich do dzisiaj, lub wydano tylko w niezbyt użytecznych fragmentach czy opracowaniach. Z jednej strony duże zbieżności miedzy nimi, z drugiej zaś istotne różnice miedzy wariantami tegoż dzieła utrwalonymi w rozmaitych rękopisach lub wydaniach, pozwalają sie domyślać, ze wszystkie korzystały w mniejszym lub większym stopniu z tych samych źródeł. Czy wywodzących sie aż z czasów biblijnych albo jeszcze dawniejszych, z Babilonu, Asyrii lub Chaldei? Wielu badaczy i praktyków magii tak uważa.
Ksiąg takich jest kilkanaście, ale cztery czy piec należy wymienić jako podstawowy kanon tego gatunku.
Najsłynniejsza z nich i może najstarsza to Klucz Salomona, przypisywany biblijnemu władcy, słynącemu w tradycji żydowskiej i arabskiej jako największy z magów. Dziełko to zachowało sie w XVI- wiecznej kopii łacińskiego przekładu z nieznanej wersji hebrajskiej i zostało w 1559 roku zakazane decyzja św. Inkwizycji jako zgubne i niebezpieczne. Większość istniejących wersji w różnych językach, przeważnie francuskim albo łacińskim, pochodzi z XVII w. Ale grecka wersja w British Museum może pochodzić nawet z XII lub XIII w. Wzmianka zaś u Józefa Flawiusza juz w I wieku potwierdza istnienie jakiejś księgi zaklęć do wywoływania złych duchów, które przypisuje sie Salomonowi. Jakkolwiek wiec autentyzm i starożytność Klucza Salomona są dyskusyjne, jego pradawna geneza z pewnością jest legendarna.
Uzupełnia go w istotny sposób Lemegeton (tytuł o niewiadomym znaczeniu i pochodzeniu) zwany tez Mniejszym kluczem Salomona. Dzieło to potwierdzone jest i wykorzystywane u paru autorów juz na przełomie XV i XVIw.
Częściej wątpi sie o autentyczności drugiego uzupełnienia, znanego jako Testament Salomona i będącego głównie wyliczeniem duchów. Jego przekłady niemiecki, angielski i rosyjski ukazały sie pod koniec XIXw. Ale istnieją w paru greckich klasztorach jego greckie rękopisy datowane mniej więcej od II do IV wieku.

Nie byle jaki zamęt wynika stad, ze pod tym samym tytułem Klucz Salomona albo podobnymi wydano tez, głównie w celach spekulacyjnych, inne publikacje, nie mające z nim wiele wspólnego. To samo zresztą dotyczy XIX- wiecznych falsyfikatów obficie produkowanych pod kłamliwymi tytułami Grimorium Honoriusza lub Tajemnice Alberta Wielkiego, o których mówię poniżej. Podobnie bezwartościowe są na ogól inne księgarskie mistyfikacje pod tytułami w rodzaju Szósta księga Mojżesza, Necronomikon, Księga Sybilli, jakkolwiek ich wydania, treść i oddziaływanie też zasługują  na bliższe omówienie przy innej okazji. Do tej samej kategorii należy głośny od ćwierć wieku Anton Szandor LaVey ze swym Kościołem Szatana, którego nie należy lekceważyć: ale jego dwie kultowe ksiazki The Satanic Bible(1969, Biblia Szatana) i Satanic Rituals (1972, Rytuały szatańskie) są po prostu maniackim zlepkiem wielojęzycznych tekstów ni w pięć ni w dziewięć, naiwnie zgranych byle jak i byle skąd, autentycznych i zmyślonych, nie sprawdzonych i poprzekręcanych.

Ale pora wrócić do autentyków
Spośród nich największa bodaj sławą i powagą cieszy sie Grimorium verum, czyli Prawdziwe, jakoby przełożone z hebrajskiego na francuski. Wydał je rzekomo Egipcjanin Alibeck w Memphis w 1517r., lecz jest to raczej data zmyślona w celach asekuracyjnych, a książka napisana po francusku w XVIII wieku i ewidentnie oparta na Kluczu Salomona. Następne wydanie francuskie i dwa bardziej kompletne włoskie pochodzą z WIWw., a wszystkie zaliczają sie do białych kruków, niezwykle rzadkich i kosztownych. Księga ta, otaczana zabobonna groza przez Kościół, uważana bywa za osobiste dzieło Szatana, podobnie jak Biblia ma być własnym utworem Pana Boga. Do zalet Grimorium prawdziwego należy przeznaczenie dla adeptów nic nie umiejących, toteż każda czynność wyjaśniona jest może nie nazbyt szczegółowo, ale od samego początku. Jego układ stał sie wzorem dla większości tych podręczników: omawia sie kolejno procedury oczyszczające, przygotowania, sporządzanie kręgu magicznego, talizmanów i różnych przyborów do wywoływania, następnie podane są wzory tekstów do wypisywania i zaklęć do wygłaszania, przebieg czynności magicznych i praktyki na różne okazje. Nie brak tez wyliczenia duchów oraz ich właściwości, chociaż Lemegeton i niektóre z późniejszych grimuarów przynoszą więcej informacji pod tym względem, jak i na temat obliczania właściwego czasu działań magicznych, itd.
Wiele nieporozumień nagromadziło sie wokół Grimorium Honoriusza Wielkiego, które ukazało sie w Rzymie w 1670r., chyba przełożone z łaciny.
Pogląd, jakoby dzieło to napisał w XII wieku papież Honoriusz III, odrzucany jest przez wielu autorów katolickich jako fałsz i potwarz. Jednakże lektura samego tekstu nie skłania do takiej pewności.
rozpoczyna go (nie wiadomo, czy autentyczna, lecz całkiem sensownie brzmiąca) bulla papieska, w której Honoriusz III jakoby stwierdza, ze przekazuje te wiedze księżom, aby wiedzieli, jak radzić sobie z diabłami. Szczególny nacisk położony jest na niezwykle trudna i długotrwałą procedurę oczyszczenia, w dalszym ciągu zaś rytuały, teksty błogosławieństw i zaklęć oraz kręgi magiczne i pentakle są tak pełne motywów niemal wyłącznie chrześcijańskich, ze trudno sobie wyobrazić, aby to nie kapłan adresował do użytku innych kapłanów. Inna sprawa, czy autorem był rzeczywiście ten papież, czy inny ksiądz, najprawdopodobniej z XVI wieku.

A oto jeszcze kilka innych mniej znanych grimuarów.
Słynny teolog i awanturnik, lekarz, prawnik i filozof Agrippa von Netesheim (1486-1535) zalicza sie do wielkiej tradycji magicznej głównie ze względu na swe kabalistyczno-mistyczne dzieło w III księgach De occulta philosophia. Po jego śmierci powiększono je o IV księgę, będąca grimuarem; jego uczeń i sławny demonolog Johan Weyer uznał te księgę za fałszerstwo. Suplement do niej jest Heptameron czyli Żywioły magiczne; zmarły w 1316 roku Pietro d'Abano ma być autorem tego grimuaru, faktycznie napisanego chyba w XVI wieku. Lacinski Arbatel magii ukazał sie w 1575r. w Bazylei. Francuski Grand Grimoire (Wielki Grimuar) i jego angielska wersja Red Dragon(Czerwony Smok) pochodzą zapewne z XVIII wieku. W roku 1750 ukazała sie francuska wersja Klucza Salomona pod nazwa Prawdziwa Czarna Magia czyli Tajemnica tajemnic Wreszcie chyba z końca XVIII wieku pochodzi The Black Pullet (Czarny Kuraczak) wydany rzekomo w 1740 roku w Egipcie.
I to bodajże koniec grimuarów.
W ich wyliczaniu pojawia sie jeszcze jedno dzielo nadzwyczaj głośne i często wydawane: Tajemnice Alberta Wielkiego. Jego autorstwu zaprzecza sie dużo mniej niżeli w przypadku Honoriusza. Filozof, teolog i przyrodnik z XIII wieku, dominikanin Albert hrabia von Bollstadt, zwany Albertus Magnus, biskup Regensburga i nauczyciel św. Tomasza z Akwinu, położył olbrzymie zasługi dla rozwoju myśli i nauki europejskiej. Przypisywanie mu tajemnice nałęża do klasycznych podręczników magii, Ale której z dwóch wymienionych?
Większa cześć jego dzieła traktuje o magicznych właściwościach kamieni, roślin i zwierząt; opisuje różne zjawiska w kontekście magicznym; skupia sie na wyliczeniach czasu i relacji astrologicznych, Czy jest to w ogóle grimuar?
Powaga oraz nie kwestionowana religijność Alberta Wielkiego sprawiły, ze wszystko, co sie na jego dziele opiera, zaliczane bywa tym samym do Białej Magii. Natomiast użytkownicy grimuarów "Prawdziwego" i "Honoriusza" kwalifikują sie niemal automatycznie do potępianych przez Kościół adeptów Czarnej Magii.

Pośród wątpliwych i nie zawsze jasnych rozróżnień możliwe jest i takie. Oczywiście tym dobitniej podkreśla to umowny charakter całego podziału.

 

 

 

Czytany 2888 razy Ostatnio zmieniany sobota, 25 sierpień 2012 11:51

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.