czwartek, 18 czerwiec 2009 00:00

O bezcelowości

Napisała
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Zdarza się, że sceptycy mówią magowi: udowodnij. Pokaż mi coś. Wzruszam ramionami i odpowiadam: dlaczego miałabym to robić? Dlaczego rzucać perły przed wieprze? Nie zależy mi, człowieku, na tym, żebyś wierzył w moją moc. Fakt twojej wiary lub niewiary w nią nie ma na nią wpływu.

 

A mnie nawet bardziej zależy mi na niewierze innych niż na ich wierze. Daje mi to nad nimi przewagę, doprowadza ich do lekceważenia przeciwnika lub odrzucania pewnych możliwości, które dla mnie są realne - dając mi w ten sposób szersze pole do manewru.

Gdyby wszyscy wierzyli w magię, być może magowie byliby powszechnie szanowani. Lecz równie realna jest inna możliwość: byliby znienawidzeni. Ludzie nienawidzą tych, którz są w jakiś sposó uprzywilejowani, szczególnie, gdy uprzywilejowanie to wygląda na niezasłużone. Już widzę, jak po sukcesie w pracy zawistnicy mówią: "no tak, ta to sobie magią pomogła, nic dziwnego", takim samym tonem, jakby mówili "no tak, nic dziwnego, ta to się przespała z szefem..."

Jak już zauważył Nietzsche, silnych jest niewielu, słabych wielu i ci, nie mogąc dorównać silnym, starają się ich przynajmniej ściągnąć do swojego poziomu. Gdyby magia była czymś udowodnionym, z całą pewnością próbowano by narzucić jej pewne ograniczenia w postaci zakazu używania jej w pewnych sytuacjach. Gdy magia czymś udowodnionym nie jest, niektórzy próbują magów "ściągnąć w dół" w swoim umyśle, negując ich moc.

Znanym w psychologii zjawiskiem jest fakt, że ktoś, kto nie jest sam pewien swojego zdania, wyjątkowo walecznie i aktywnie przekonuje do niego innych, co w rzeczywistości jest przekonywaniem siebie samego. Z mojego doświadczenia wynika, że "aktywni wojownicy o racjonalizm", poświęcający wiele czasu walce z "przesądem", są bardziej podatni na magię niż osobnicy w ogóle się nią nie zajmujący i żyjący na uboczu sporu między zwolennikami a przeciwnikami magiczności.

Z drugiej strony osoby zażarcie broniące magii to najczęściej ci, którzy tak naprawdę nie odnieśli w niej żadnych sukcesów i w podobny sposób sami siebie chcą przekonać, że "to jednak istnieje".

Ja w tym sporze nie wezmę udziału z dwóch powodów: po pierwsze, nikt mnie nie przekona, że magia "nie działa", ponieważ doświadczyłam jej działania w sposób bardzo namacalny wielokroć w moim życiu; po drugie, nie zależy mi bynajmniej na przekonaniu kogokolwiek do mojego punktu widzenia. Zdanie innych na temat magii jest mi obojętne. To czyni dyskusję (jak dla mnie) bezcelową.

Prezentuję staromodny pogląd: im mniej magów, tym lepiej dla magów. Im mniej osób zdolnych stanąć ze mną do równej walki (niekoniecznie walki w sensie "bitwy", także walki na jakimkolwiek dziedzinie, w którą da się wmieszać magię) tym większe moje szanse na zrealizowanie celu bez konieczności wydatkowania zbyt dużej ilości energii.

Gdy ktoś w towarzystwie, w którym jestem i ja, porusza temat magii i zaczyna z nadmiernym zapałem przekonywać innych, że magia istnieje, to od razu wiem, że nie jest to mag, w każdym razie nie jest to dobry mag. I na moich ustach pojawia się ironiczny uśmieszek. Niektórzy odczytują to jako sceptycyzm wobec głoszonych przez niego treści. Tymczasem jest to tylko niesmak wobec sposobu ich głoszenia.

Czytany 1767 razy Ostatnio zmieniany piątek, 21 październik 2011 00:55
Więcej w tej kategorii: « Potęga kamieni Nie pozwólcie... »

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Polecamy:

Wróżka
Lilith

Rytualista
Canis

 

Czat
Ezoteryka 

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.