;
sobota, 17 luty 2018 15:49

Jak jaszczurka kółko wyryła - czyli potęga znaku

Napisane przez Asmodeus
Oceń ten artykuł
(9 głosów)

Kształty. Forma, istota materialna obiektu. Określająca jego liczne właściwości fizyczne, pozwalająca aparatowi umysłu w bardzo szybkim, odruchowym tempie rozpoznać daną rzecz i zareagować. Jest w nas pierwotny, samozachowawczy mechanizm bardzo podatny na kształt. To fakt, który wykorzystuje gros tak zwanych magów i kapłanów, czyli innymi słowy manipulantów, kontrolerów, Pastors of Muppets, jak kto woli. Kontrolują oni kształtami zarówno siebie jak i swoje otoczenie.

 

 

 


Pieczęci, znaki, sigile, ikony, magiczne formy. Koncept znany chyba jednak stanowczej większości sztuk ezoterycznych, w jakichkolwiek postaciach, od posążków po rychłe domowe projekcje holograficzne. Dobrze jest mieć coś, co pozwala w wybrany sposób aktywować najprymitywniejsze obszary jestestwa, u większości populacji odpowiedzialne głównie za stadne wielbienie jakiejś koncepcji (konieczne do harmonizowania społeczeństw, przydatne w marketingu). Za to gnostycy, magowie, wiedźmy, zepsuli sobie ten mechanizm na tyle, by osobiście stać się źródłami koncepcji, programist(k)ami masy świata.

W wielu przypadkach pozwala im na to zresztą fakt, że właściwie są swoim otoczeniem, jednocząc formę umysłu z formą połączonych z nimi jakkolwiek aspektów rzeczywistości, czyniąc w procesie świat plastycznym, a myśl materialną. Wynika to z tego, że dzięki zbawiennemu chwilowemu zaburzeniu funkcji mózgu świat stał się dla tych ludzi kryształowo-fraktalnym snem, w którym wszystko ma bardzo prymitywną, podstawową logikę rytmu, pozwalającą im na sięgnięcie do nieprawdopodobnych źródeł. Do świata Hypnosa, do Ka(d)dath. Do punktu, gdzie rodzą i zderzają się opowieści, czyli podstawowy budulec narracji wszechświata. Tutaj zdecydowanie stoję po stronie Pratchetta. Ot, dygresja.

Uświadomienie sobie potęgi kształtu nadaje ponowny sens czemuś, czemu tabuny z nas poświęcały czas w szkole: bazgraniu. Znaczkom, duperelom, ozdobnym tekstom, które spłynęły z mózgu do zeszytu. Moim zdaniem nasze uwielbienie do tworzenia takich dziełek wiąże się bezpośrednio z procesem przeprogramowywania naszego własnego ciała, informacją zwrotną wewnątrz-zewnątrz, pozwalającą na przebudowę struktur umysłu, a co za tym idzie, również i ogółu organizmu. Myślę, że gdyby świat więcej uwagi poświęcił bazgraniu, a mniej tłuczeniu się ogonami skorpionów po oczach, bylibyśmy sporo szczęśliwsi. Ale to może takie tylko wrażenie.

Ekhm. Gdy tak sobie mażecie, warto się potem przyjrzeć rezultatom i przeanalizować je. Zobaczyć, jakie emocje i skojarzenia budzi kwadrat, jakie spirala, jakie helisa. Zorientować w funkcjonalności wewnętrznej geometrii. Potem można zacząć to traktować jak swoiste klocki LEGO do aktywowania poszczególnych partii umysłu. Pojawia się możliwość projektowania własnych kombinacji znaków, w najróżniejszych wybranych celach.

Prezentuję jeden z moich znaków. Jeżeli znajdzie to kiedyś internetowa archeologia: nie aktywujcie tego ducha, tego mema, w tej postaci. Nie róbcie tego, bo już będzie przestarzały, niekompatybilny, poraniony czasem. Natura świata się zmienia, a wraz z nią znaczenie kształtów. Sięganie po zakurzone znaki magiczne bez ich odpowiedniej modyfikacji to proszenie się o wiele, wiele nieszczęść.

 



 


Prosta pentagramiczna forma. W sercu coś, co zrodziło się jako element pracy nad duchem Św. Mikołaja, gruby skrzat w czerwonej czapie, sens reszty układu. Spirala służy przekazowi energii, M to po prostu symbol imienia ducha.

Wokół znaki pomocnicze. Zacznijmy od krzyża, bo czemu nie.

Prostopadłe skrzyżowanie dwóch prostych tworzy bardzo silne, symetryczne rozbicie przepływających sił, generując coś na kształt dwuwymiarowej gwiazdy chaosu, ale bez potrzebnych stabilizujących ukosów. Potencjalnie bardzo szkodliwa struktura, jeżeli nie znajduje się w bardzo odpowiednim kontekście, jeśli jej moc nie jest jakoś ukierunkowana. W kościołach służy niejednokrotnie ładowaniu postaci cierpiącego człowieka. Temu tutaj zagiąłem delikatnie końcówki w lewo, żeby utworzyć coś na kształt energetycznego wiru, co jest zdecydowanie lepiej przyjmowane przez mój mózg niż zwykłe krzyżowe spięcie. No i tak skrzat ma na głowie swoisty wiatrak do wytwarzania mocy. Niech mu służy.

Po prawej, na fali, załamującej emisję śpiewu (?) skrzata w dwie spirale (spirala ogólnie jest doskonałym przekaźnikiem, przejściem, bramą) unosi się uśmiechnięty trójkątny stwór. Trójkąt znany jest jako potężne magiczne więzienie. To konkretne więzienie uśmiecha się, co jest rzadkością wśród więzień! Liczę, że śpiew skrzata uwolni istotę lżejszej presji czasowej, na którą od jakiegoś czasu czekam. Ten konkretny trójkącik ma obły spód, więc przepuszcza wpływy. Powszechnie spotykane ponure ostre, symetryczno-sterylne oko opatrzności nie umożliwia tego, generuje bolesne anomalie i jest ogólnie nerwowe.

Na dole miszmasz jedynki z czwórką, piątką i trójką. Po mojemu 14,53, powiedzmy. Czyli kombinacja "zwycięskie szczęście w magii", mniej więcej, w moim widzeniu liczb. Nie każdy w liczby się bawi, nie każdy musi. Je też się rozgryza tak samo jak każdy inny znak, na czuja.

Po lewej i prawej natomiast mamy znaki, które wyszły samoistnie od liter IC. Gadzia źrenica lewego wssskazuje na coś związanego z moim reptiliańskim rozwojem. Stawiam na kolejne nerwy i wyzwania, no ale jednak ogólny wydźwięk znaku jest dość pozytywny. To stylizowane "E" ze strzałką kojarzy się wybitnie ewolucyjnie. IC, ponieważ rozmyślałem o tym Mikołaju i pojawiły mi się w głowie lodowe skrzaty. Chciałem zapisać ICE, wyszło IC plus C w kierunku E. ;)

Rzecz spędzi trochę czasu na ołtarzu, przy kamieniach i świecach, będzie pokazywana tu i tam w odpowiednich rozmowach, może ją ponoszę przy sercu, ogólnie jej duch będzie nabierał powolutku życia. A kiedy tego zechce, spłonie.

I wówczas, gdy już rozpuści się i w mojej pamięci, zacznie się realizować. Co z tego będzie? Naprawdę trudno uznać, przy takiej kombinacji. No ale ewidentnie służy poprawie stanu życia.

Przed podjęciem się sigilizacji własnej codzienności warto pamiętać, że takie naginanie ram własnego umysłu nie ma prawa być dla niego obojętne. Destabilizowanie siebie przy użyciu grafik jest świetnym pomysłem, który jednak zagwarantuje nam też mnóstwo cienia, niepewności i strachu. Wszystko po to, by jednostka czegoś się o sobie nauczyła. Generalnie warto.

Czytany 1103 razy Ostatnio zmieniany sobota, 17 luty 2018 21:51
Więcej w tej kategorii: « Magia i seks Potteromania »

1 komentarz

  • Link do komentarza Pisator Artykułu środa, 07 marzec 2018 02:38 napisane przez Pisator Artykułu

    To bardzo dobry artykuł. Wiem, bo sam pisałem.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Polecamy

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.