;
czwartek, 05 marzec 2020 03:31

O magii i woli

Napisane przez
Oceń ten artykuł
(3 głosów)

   Przed przeczytaniem tego tekstu autor zaleca czytelnikom i czytelniczkom (i wszelkim innym baśniowym stworom) wszystko, co umysłowo czyni prostym: głodówki, medytacje pustki w różnych pozycjach, skupienie na oddechu, wysiłek fizyczny wymagający wysiłku woli, relaks w skupieniu itd. Autor zaleca też to, co czyni ich silnymi – część już z tych praktyk została wymieniona – ale poza tym mnie np. czyni silnym proste ćwiczenie: przy wdechu mocno wciągnąć brzuch, potem wielokrotnie powtórzyć taki wydech, tak długo, jak długo się da i nie szkodzi to nikomu. Zalecam też uważność – oczywiście to co czyni prostym i silnym, często wymaga uwagi, ale skoro nie wspomniałem o tym dotąd, to polecam w wygodnej pozycji (ja robię to leżąc) śledzić w milczeniu jak wraz z myślami, uczuciami, emocjami, wizjami itd. ciało wasze działa, rusza się, pracuje itd. I skoro już wspomniałem milczenie, to tak, pomilczcie, zanim to przeczytacie.

 

  Pomilczcie, czyli nie mówcie. Ale pomilczcie też „wewnętrznie“ – spróbujcie odbierać dane docierające do waszego mózgu nie określając ich dalej. Pomocny może być prosty zabieg – połóżcie język na podniebieniu. Podobno myśląc poruszamy tymi samymi częściami ciała, co podczas mowy, tylko lżej poruszamy. Przyjęcie więc pozycji języka, w której mówić się nie da, powinno to nieco zahamować. Przy takiej próbie możecie zarówno próbować zatrzymać myśli, obrazy, słowa, uczucia, jak i puszczać je wolno, by sobie poszły.


  Wszystko to są tylko wskazówki – czytający muszą sami dobrać sobie ostatecznie środki przygotowujące ich do przyjęcia treści zawartych w tekście. Mogą też czytać go bez przygotowania – dla wstępnej orientacji. Natomiast wątpię, by samo przeczytanie cokolwiek dało. Jednocześnie wymóg samodzielnego przygotowania się do odebrania mojego przekazu uwolni was od nadmiaru pewności w kwestii tego, czy robicie coś dobrze. Nigdy nie będziecie wiedzieć, w ramach tego co wam przekazuję, czy na pewno zrobiliście coś dobrze. Chcecie gwarancji – kupcie sobie toster.


  Po przeczytaniu pierwszym natomiast polecam zarówno wykonywać zalecane ćwiczenia, jak czytać tekst ponownie. I sprawdzać, czy przypadkiem nie wydaje się on inny po kolejnym przeczytaniu.
A jeśli to, co dotąd napisałem, nie wydaje się jasne, to krócej: szukajcie sposobu na to, by zarówno być rozluźnionym, czy zrelaksowanym i jednocześnie „naładowanym“. I czytajcie, czytajcie, czytajcie.

Ostrzeżenie



   Zaznaczam: nie namawiam tym tekstem ani do robienia tego, co się chce robić, ani do uprawiania w tym celu magii. Wręcz zniechęcam.


  Przez magię i działanie w zgodzie ze swoją wolą rozumiem coś, co powinno powodować istotne zmiany w mózgu. Jeśli terapia to coś, co daje zdrowie psychiczne, to uwagi zawarte w tym tekście dotyczą aktywności, która może narazić to zdrowie na szwank. I takie te aktywności mają właśnie być. Jeśli magia to zmiana w rzeczywistości zgodna z wolą, to najbliższą dla człowieka możliwością uprawiania magii jest zmiana w jego własnym mózgu dokonana za pomocą woli. Oznacza to, że jeśli nie chcecie tego ryzyka, nie czytajcie tego tekstu – a ryzyko jest spore, bo nawet neurochirurdzy bawią się cudzymi mózgami i powinni to robić w zgodzie z etyką niezależna od ich woli.


  Oznacza też to, że jeśli coś was niepokoi w was, w waszej tak zwanej świadomości, to powinniście się udać do specjalisty od zaburzeń lub chorób psychicznych, jeśli chcecie, by było lepiej. A nie oczekiwać, że dostaliście ode mnie lekarstwo. Oferuję tylko trucizny. Jestem toksyczny. Cokolwiek więc was spotka złego, to wasza wina, bo głupi sam sobie jest winny zawsze. A głupcem jest osoba, która ostrzeżona, pcha ręce do kontaktu. Lub jest dzieckiem, a ja nie zamierzam was niańczyć.


  Dalej nie wątpię, że gdzieś tam są ludzie, którzy świadomi ryzyka, chcą robić, co chcą i korzystać z magii w tym celu. Ten tekst jest w pierwszej kolejności dla nich, a w drugiej dla nikogo innego.



Przedstawiam się

  Rozpocznę temat magii i związany z nią temat woli, przedstawiając się. Wyjaśni to zarówno moje motywacje do napisania tekstu, jak i wprowadzi w temat od właściwej strony.

  W życiu interesuje się głównie własnym dobrem. Znaczy to: chcę mieć coś wartościowego, coś, w stronę czego może odbywać się mój ruch. Podkreślam, chcę mieć to coś. Nie tylko uznawać za dobre. Chcę mieć to co jest dla mnie dobrem, czyli nie tylko: móc to zdobywać i kontrolować, ale – być w stanie określać, co jest dla mnie dobrem*. I w miarę potrzeby zmieniać definicję tego dobra, zmieniając w ten sposób kierunek mojego ruchu. Tu czytelniku proszę skup się: ta zmiana jest czymś innym, niż tylko stwierdzeniem, że się zbłądziło i poprawą. Błądzenie oznacza błąd, co sugeruje, że istnieje wzór poprawnego ruchu. Zupełnie taki, jakiego uczą się kierowcy. Przypominając sobie ten wzór kierowca musi się tylko przystosować, zmieniając to, jak się przemieszczał.


  To nie jest ten przypadek. Zmiana celów poprzez ustalenie, że nie są celami, bo nie są dobrem, czymś, co należy osiągnąć, jest inna. Oznacza zmianę wzoru tego co właściwe. Nie chcę kierować tylko ruchem mojego pojazdu, jakim jest moje ciało, w którym tkwi mózg, który produkuje moje umysłowe życie. Chce kierować ruchem kierując umysłem.


  Do tego potrzebuje innych i tylko dlatego piszę ten tekst: zwiększa on szanse na kierowanie moim życiem, poprzez to, że będę wiedział z większą pewnością, co jest moim życiem, zwłaszcza – co jest moją wolą w moim życiu. Stosując się do uwag z tego tekstu, o ile nie popełniam błędu**, ułatwicie mi to, bo sami łatwiej odnajdziecie swoją wolę i zakreślicie jej granice. Będę więc wiedział, co jest do wzięcia, bo niczyje. I wiedział, kiedy biorąc coś, czego wy też chcecie, decyduje się na walkę z wami. Oraz, jeśli mi się poszczęści, być może okaże się, że mamy coś ze sobą wspólnego.


  Skoro napisałem już trochę o chceniu i działaniu w zgodzie z własną chęcią, pozwolę sobie przystanąć przy tym temacie.



Co to znaczy działać w zgodzie ze swoją wolą?

 



   Co to znaczy, że chcesz? Skąd wiesz, że chcesz, a Ci się nie zdaje? Czym różni się wola od dowolnego, innego, doznania? Pozwolę sobie na tezę, że wola uczestniczy w działaniu. Odczuwam wolę, gdy odczuwam, że uczestniczę aktywnie w działaniu, a nie tylko jestem niesiony, jak liść na wodzie.


  Tu dam ważną uwagę, dygresyjną, ale konieczną: ktoś z was może pomyśleć, że pisze tu o wolnej woli. Nie, nie piszę. Zapomnijcie o wolnej woli. Napiszcie na czymś „wolna wola“. I potem zniszczcie. I zapamiętajcie, że zniszczyliście „wolną wolę“. I że jej nie ma.


 Bo, wracajac do głównego tematu, istnieje coś takiego jak eksperyment Libeta. Pan Libet zajmował się badaniem ludzkiej świadomości. Był pionierem na tym polu badań. Wymyślił, że będzie on stawiał ludzi naprzeciw bardzo dokładnego zegara i podłączał ich do aparatu EEG śledzącego elektryczną aktywność ich mózgów, i do aparatu EMG, badającego elektrywną aktywność ich mięśni. Wiedział więc ze sporą pewnością, co i kiedy się zdarzyło w ludzkich mózgach, i mięśniach. Ludzie na których Libet eksperymentował mieli wykonywać ruch i zaobserwować jednocześnie, patrząc na wspomniany zegar, kiedy poczuli, że chcą to zrobić. Jakie były wyniki eksperymentu? Otóż chęć poruszenia ciałem wskazywana przez poddanych eksperymentowi następowała po (a nie przed) pojawieniu się aktywności mózgu przygotowującego się do wywołania ruchu ciała. Ludzie więc najpierw przesądzali, kompletnie nieświadomie i niewolicjonalnie o tym, że będą się ruszali, a dopiero potem chcieli to zrobić, podejmując decyzje o ruchu.


  Powtórzę pytanie z początku tej części tekstu: skąd wiesz, że chcesz? I co to znaczy? Bo według tego eksperymentu znaczy to tyle, że pewna maszyna najpierw przygotowała się do działania, po czym wytwarza chęć tego działania. Czyli, jej działanie jest pierwotne względem działania, bo maszyna jest już do niego gotowa (a przygotowanie to część działania, niezbędna). Chęć usprawiedliwia tylko maszynę przed samą sobą. Jest zasadniczo iluzją. Dlaczego? Bo my czujemy nie tylko, że czegoś chcemy – czujemy, że ponieważ chcemy, to działamy. A jest odwrotnie: chcemy, bo zaczęlismy działać.


  Także istnieje spora szansa, że gdy czułeś, że chcesz, to się oszukiwałeś. Bo nie masz przecież pojęcia tak naprawdę, dlaczego zrobiłeś dziś to czy tamto, najpewniej większości rzeczy ani nie zaplanowałeś, ani nie obserwowałeś bacznie siebie i swojego otoczenia. A to, że poczułeś' że chcesz, to nie wiele znaczy, bo nie znając okoliczności powstania tego, co uznajesz za swoją wolę, tak naprawdę nie wiesz, co poczułeś. Pamiętasz, zapytałem się Ciebie: czy potrafisz odróżnić to co czujesz jako swoją wolę od innych doznań? Moim zdaniem nie potrafisz, moim zdaniem tego dowodzi eksperyment Libeta. Nie przeczę natomiast, że możesz czuć różnicę. I nie uważam, że to źle, że ją czujesz. Przeciwnie, chcę byś w sobie to wzmocnił. I wzmocnisz w sobie wolę przez to, nawet gdyby była iluzją. Tylko zauważ jedno: jesli wybierzesz drogę którą Ci proponuje, wybierzesz nietestowalną subiektywność ostatecznie. Nikt nie będzie mógł Ci zaprzeczyć, bo będziesz opierał się na swoim, indywidualnym doświadczeniu. Ale nikt nie będzie mógł go uwiarygodnić. Będziesz sam. Jeśli chcesz, idziemy dalej.


  Powinieneś zadać sobie trud. Nie ogromny, przerastający Cię trud. Ale to co masz zrobić ma być trudne. Co to  znaczy? Że robiąc to pojawi się chęć przerwania, a Ty dalej będziesz to robił. Po co? Bo jeśli to tak, że najpierw zaczynasz działać, a potem dopiero tego chcesz, to to jest metoda, by znaleźć w sobie taką aktywność, która czyni twoją wolę mocną. Dlaczego? Bo jest jedną z wielu możliwych woli, która jednak zwycięża, bo coś, co potrafi tą wolę wygenerować zwyciężyło.
Czym mocniejsza będzie twoja wola, w tym wypadku***, tym bardziej będziesz też twoja. Bo inne impulsy zostaną powstrzymane, a ten, który przygotuje Cię do działania i wygeneruje twoje „chcę“ jednocześnie określi to, czym jesteś. Tak, to oznacza też, że nie będziesz mógł tego zmienić. Pisałem, że to co opisuje jest ryzykowne? No własnie, pisałem. Robienie tego, co się chce oznacza, że coś musisz stracić.


  Ale czy to nie jest tak, że wola o której piszę nigdy nie będzie całkiem twoja, zawsze będzie coś w Tobie, co będzie ją wywoływać i nie ma co się oszukiwać, że będzie inaczej? Tak, właśnie tak będzie.  W dodatku: nie jesteś nigdy w pełni wyizolowany od swojego środowiska. Całe twoje ciało  sterowane jest przez urządzenie do sprawnego reagowania na bodźce. Tkwi w twojej czaszce. Czyli to, co jest przed twoją wola, twój niewolicjonalnie działający mózg popychany jest do działania przez to, co jest na zewnątrz, poza twoją czaszką i poza powierzchnią twojej skóry.


  Chyba, że mógłbyś przenieść swoją wolę na coś zewnętrznego, spoza twojego ciała? Wtedy, gdybyś w swojej subiektywności traktował przyczyny swojej woli jako jej skutki, dla Ciebie byłyby skutkami. Oczywiście: byłyby takie dla Ciebie i innych przekonanych. Tylko, czy to jakakolwiek wada, gdy chce się zmieniać własny mózg w zgodzie z własną wolą? Ale o tym później.


  Wracamy do trudu, bo na razie wzmiankowany jest ogólnie, mgliście i abstrakcyjnie. Co więc dokładniej robić? Możliwości jest tysiące, jeśli zanim przeczytałaś to, zechciałeś wykonać ćwiczenia przygotowujące, to spora część z nich oferuje właśnie taki trud. Zwłaszcza wysiłek fizyczny podtrzymywany wolą. Także wszelkie medytacje. Pomocne są do uchwycenia tego trudu są wizualizacje, bo zazwyczaj mózg ucieka od obrazu, który chcesz sobie wytworzyć. Zatrzymywanie umysłu także (czyli myśli, obrazów, słów, uczuć). Czy muszę pisać, że polecana przeze mnie uwaga też? Pomijając fakt, że uzmysławia Tobie, co się z Tobą dzieje i w okół Ciebie, to tez jest trudem.


  Przezwyciężanie trudu jako praktykę można, gdy się już ją pojmie, uprawiać kiedy tylko się chce i jak często tylko chce. Wiadomo, że czym cześciej będziesz to robił, tym lepiej to opanujesz. A gdy on stanie się wręcz twoim odruchem, twoim odruchem też będzie kierowanie się swoją wolą.


  Dalej możesz stwierdzić: co z tego, że będę wyraźnie czuć moją wolę, że wyeliminuje część impulsów mną kierujących, skoro ostatecznie to co je wywołuje, pozostanie nieuchwytne i obce. To jest właśnie pytanie, na które odpowiedzią jest magia, a którą już zasugerowałem. Zauważyłeś gdzie?

Magia

 

   Czy powodujemy swoje działania, świadomie? Wraz z trudem – być może. Ale nigdy absolutnie, prawda? Ostateczny impuls pochodzi wyraźnie spoza nas. Dali go nam najpewniej rodzice. Im dali go ich rodzice, ich rodzicom rodzice rodziców… Krócej: nasze ciała składają się z tej samej materii, z której zbudowane były kiedyś gwiazdy. I to co napędzało te gwiazdy pośrednio napędza obecnie nas.

  Jednak ciągle czujemy niczym nie uzasadnione przekonanie, że to my panujemy nad sobą. I jak starałem się sugerować już wcześniej: możemy je wzmocnić. Możemy tak zmienić naszą percepcję, dzięki nałożeniu sobie jarzma****, że wyraźniejszym dla nas będzie ten wpływ. Wciąż pozostanie on naszym subiektywnym wrażeniem.


  A co by szkodziło w takim razie, gdybyśmy zaczęli postrzegać zjawiska zachodzące poza naszymi ciałami jako wywoływane przez naszą wolę? Czemu cokolwiek, co się zdarza, nie miałoby być wyrazem naszej woli? Przecież najpewniej jest wyrazem jej w takim samym stopniu, jak ruchy naszego ciała. To już stało napisane: zanim to przeczytałaś, już w Tobie coś sprawiło, że przygotowałaś się do czytania, zanim podjęłaś decyzję: „będę czytać“.

  Co może sprawić, że świat zacznie zdawać się działać w zgodzie z naszą wolą? To proste i trudne zarazem. Proste rzeczy nie muszą być łatwe. Otóż: trzeba świat zaklinać. Czyli wiązać ze sobą zdarzenia, tak jak chcecie. Robisz to odkąd uwierzyłeś, że jesteś.


  Jak to zrobić? Znowu, zasada jest prosta: najpierw należy wbić sobie do głowy, że jedno zdarzenie zawsze można przedstawić sobie co najmniej na dwa sposoby. Czyli zdarzenie zawsze możesz określić jako zdarzenie1 lub zdarzenie2. A w zależności od tego, jak je określisz, tak będzie pasowało do innych zdarzeń. Nie ma neutralnych opisów zdarzeń, opisy zdarzeń implikują logicznie to, co z nich wynika. Jeśli piję wodę, a nie wino, to się nie upiję. I odwrotnie. Pijesz wino, czy wodę? Odpowiedz sobie sama.


  Określanie zdarzeń to praktyka, która najpewniej znacie. Tym są wszelkie uroki, wszelkie rytuały, całe szukanie tajmenic w książkach. Tym są wróżby, jeśli pozwolicie sobie je tak traktować. Tym może być wszystko. I dla mnie przynajmniej nie ważne jest, czym to będzie ostatecznie: wybierz swoje narzędzie, te, które dobrze leży Ci w dłoni, to, w którym Ci wygodnie, to, które Ci smakuje. Ważne jest to, że nie masz w nie wierzyć.


  Twoje życie ma być dla Ciebie twoje właśnie. Dlaczego tak ma być, już napisałem: jest to istotna część mojej woli, bez tego ona nie będzie moja. Twoje życie nie będzie natomiast twoje, jeśli to Ty nie będziesz go tworzyć. Nie może być więc tak, że to twoje narzędzie będzie wiązać za Ciebie fakty ze sobą. To Ty masz je wiązać. Za pomocą narzędzia. A każde narzędzie magiczne określa to, co zauważyłeś, jako takie lub inne. Tylko brak wiary w to narzędzie sprawia, że jest ono twoje. Tylko sytuacja, w której potrafisz dostrzec równoprawne, logiczne alternatywy dla tego, co twoje narzędzie Tobie przedstawia jako takie, a nie inne, daje Ci możliwość wyboru spośród alternatyw. A do tego niezbędne są zwątpienie i niewiara. W zwątpieniu i niewierze tkwi więc moc magiczna. Cała magiczna moc. Reszta magii nie różni się niczym od programowania mikrofali. Lub tostowania grzanek. I tylko to sobą prezentuje, co te wygodnickie usypiacze. Nie musisz w niej w ogóle uczestniczyć. Twój mózg może być martwy, a magia i tak będzie działać. Po co wtedy uprawiać magię?

Uwagi końcowe

 

   Przede wszystkim do tego, co napisałem powyżej potrzebujesz dyscypliny. Nie karania się za jej brak i nie oczekiwania nagród. Oczywiście, kary i nagrody mogą Ci się przydać. Ale nie są celem samym w sobie. Chodzi natomiast o to, co już napisałem: potrzebujesz dyscypliny, potrzebujesz trudu. Trud pomaga zachować przytomność. Nie potrzebujesz natomiast sztywności w swojej dyscyplinie. Sztywna jest każda maszyna i owszem, uważam, że jesteś maszyna, jak i ja. Ale jesteś samo rozwijającą się maszyną. Dlatego zamiast kurczowych ruchów i pozycji lepsze są te zrelaksowane, i jednocześnie pełne siły. To groźne, to grozi uszkodzeniem maszyny od nadmiaru energii, no ale cóż: to nie toster, to nie ma gwarancji. I ostatecznie: czym jest innym to, o czym piszę, jak nie upartym dążeniem do uszkodzenia określonego organu w twoim ciele? Czy uszkodzić nie znaczy wypaczyć, sprawić, że urządzenie nie będzie działało tak, jak ktoś inny mu kazał? 

  Po drugie: potrzebujesz braku pożądania rezultatów. Pracujesz ze swoimi, subiektywnymi odczuciami. Nie ma znaczenia, czy przyniosą inny efekt, niż zmianę twojej percepcji. Bo twoja percepcja, w tym percepcja siebie, jest ostatecznie wszystkim. Obiektywny świat istnieje absolutnie tylko wtedy gdy Cię nie ma. Tu warto dodać: twoja subiektywność jest podobna do snu. Jest majakiem. Bezwartościowym i bezsensownym jest natomiast oczekiwać jakiś „rezultatów“ w majakach. Przecież w śnie wszystko co się zdarza jest po prostu twoim wymysłem – nie jest związane niczym innym, tylko samym Tobą. Inne związki, w tym te przyczynowo-skutkowe sa marą, jak cały sen.
Jeśli nie wierzysz, spróbuj świadomego śnienia. A później spróbuj, na tej samej zasadzie, świadomej jawy.


  Po trzecie: to wszystko jest w twojej głowie. Cokolwiek doznasz, pamiętaj o tym. Może być też gdziekolwiek indziej, ale to nieważne. Tak, to może odebrać wielu z was ochotę do uprawiania magii i jednocześnie: robienia tego, co się chce. Lub do wybrania jakiegoś półśrodka. Przecież chcecie tylu zewnętrznych rzeczy i po to czarujecie, prawda? Po co wam jakieś czary, jeśli nie dadzą ciepłego kurczaka jak mikrofala lub pieniędzy, jak bankomat?
Bardzo dobrze, rezygnujcie! Zwłaszcza, że jeśli magia może wam coś uświadomić (i uzmysłowić), to głównie to, jak większość z waszego otoczenia wyfantazjowaliście sobie sami. Kompletnie nieprzytomnie. I moglibyście utracić wtedy wiele pragnień, które są dla was tak cenne. Zwłaszcza, gdybyście sobie to uzmysłowili.


  Po czwarte: koniecznie ucz się skupienia i „pustego umysłu“. Bądź zdolne do powstrzymania wszelkich myśli, obrazów, skojarzeń, ba, może nawet emocji i uczuć, puszczenia ich wolno by odeszły i także: utrzymania jednej z nich.


  Po piąte: tak, tak uprawiana magia może budzić twój lek i gniew. Ona nie służy temu, byś znalazł jakiś fundament, podstawę, przykazanie, opiekuna, ogólnie: choćby urojone, ale bezpieczeństwo. Tak, tak rozumiana magia oferuje tylko iluzje, które sam sobie stworzysz. I to jest jej wielka moc: władza nad własnymi iluzjami. Świadomość tego, że są one iluzjami, że je tworzymy i że możemy je tworzyć świadomie, może potężnie wstrząsnąć. Bo iluzje tworzone przez magię sa nieodróżnialne często od „twardej rzeczywistości“. Oczywiście ludzie lubiący wypierać niewygodne prawdy tłumacza sobie to tak, że magia jest czymś do odrzucenia, bo zaciera granice miedzy rzeczywistością, a fikcją. Ci odważniejsi przyznają się, że w większości tak zwana „rzeczywistość“ to też tylko zestaw złudzeń. Jedni wtedy porzucają wolę i siebie. Drudzy chcą siebie bardziej i na własność. Należę do tych drugich i bardzo was kocham, moi bracia i siostry. I tu mam ostrzeżenie, z miłości, która jak wszystko u mnie, jest toksyczna: otóż wasze pragnienie  podstawowe, by być swoimi (swojskimi?) jest skuteczniejszym sposobem na zniszczenie siebie, pożarcie, niż ucieczka przed sobą  i swoją wolą. Bo tak jak z resztą rzeczywistości, czym bardziej umiesz magicznie „kontrolować“ siebie, tym bardziej zdajesz sobie sprawę, że jesteś bajką, która sobie sam opowiadasz, jak inne bajki. W ten sposób znikasz.


  I nie zrozum mnie źle: gdy znikasz nie pozostaje próżnia. Jeśli pozostaje nic, to tylko nic o którym pisał pewien Niemiec: twórcze nic, nieprzebrana i ruchoma różnorodność. Potrafi przerazić. Jestem pewien, że nie różni się niczym ważnym od tego, co ludzie kiedyś nazwali chaosem – a nazwali tak przestrzeń między niebem, a ziemią. Była pęknięciem między nimi, a przecież one sa jednością i co jest poza nimi? I dosłownie z tego pęknięcia wszystko wyszło według tych szalonych ludzi*****. Nie mogło więc niczego w tym pęknięciu nie być, prawda?


  Ale dlatego właśnie też jest to pęknięcie niczym, bo będąc wszystkim jest nie do określenia, cokolwiek więc tylko powiedziałbyś, pomyślała byś, wyobraziło sobie, to nie będzie to. Bo zawsze będzie jeszcze czymś. Stąd, jeśli poirytowani spytalibyście się, „w końcu czym to jest!?“, to chyba całkiem niezłą odpowiedzią by było „to nic, nic takiego, uspokój się“?


Ja jednak wolę odpowiedź: „to właśnie jestem ja“. Róbcie z nią co chcecie.

Na koniec polecam kilka rzeczy do przeczytania:

„Science and Sanity“ Alfreda Korzybskiego
„Prometheus Rising“ Roberta Antona Wilsona
„Undoing Yourself“ Christophera Hyatta
„Der Einzige und sein Eigentum“ Maxa Stirnera
„Recensenten Stirners“ tego samego autora
I wyrażam wdzięczność wobec Erwina Hessle, który mnie inspiruje, ale któregop tekstów nie mogę polecić: bo inspiruje mnie, ale sie z nim nie zgadzam.

* pozwolę sobie na dygresję: to znaczy, że chcę też mieć swoje zło. Dokładnie w ten sam sposób.

** okrutność tego żartu polega na tym, że bycie bezbłędnym bywa rzadkie, nawet gdy sami wyznaczamy sobie wzorce. Dlatego w pomiarach, w których ludzie sami tworzą sobie jednostki miary i narzędzia pomiarowe, dopuszcza się zawsze pewien zakres, w ramach którego pomiar może być błędny.
*** podkreślam to, bo moc nie zawsze musi być twoja. W tym wypadku jest, bo zwycięża to, co nie tylko wzmaga twoje subiektywne przekonanie, że chcesz – ale także to, co pozwala Ci przezwyciężać trud chcenia.
**** swoją drogą, wiecie pewnie, że jednym z tłumaczeń słowa joga jest właśnie jarzmo? Tak tylko mi się przypomniało. Zupełnie nic, nigdzie, wcale, w ogóle nie sugeruję.
***** Grecy byli i są szaleni, wiadomo, kto inny od wieków traktuje zamieszki jako obywatelski obowiazek? Szaleństwo.

Neko

PS. Tak, zmieniam w tym tekście niejednokrotnie gramatyczną płeć odbiorcy. Tak, żebym ja nie przesądzał tej płci, a osoba to czytająca musiała zdecydować, czy to do niej, czy nie

Czytany 434 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 05 marzec 2020 05:02

Najnowsze od Neko

Więcej w tej kategorii: « Zyczenia Noworoczne

1 komentarz

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.