czwartek, 18 czerwiec 2009 00:00

Ofiara w magii

Napisała
Oceń ten artykuł
(1 głos)

Mimo uporczywego powtarzania, że my sataniści nie składamy żadnych ofiar ze zwierząt, jest to przyjmowane z podejrzliwością i niedowierzaniem. To, że ten mit jest tak głęboko zakorzeniony w ludzkiej świadomości, zawdzięczamy nie tylko działalności pseudosatanistów, ale także bardziej "logicznym" tokom rozumowania, jakie przeprowadzają na nasz temat ludzie - a wśród nich niesatanistyczni magowie.

 

Po pierwsze, mówi się często, że we wszystkich pogańskich kulturach coś takiego jak ofiara ze zwierzęcia istniało i było czymś zwyczajnym i wręcz codziennym; do dziś przetrwało to w np. voodoo. Czy jest możliwe, aby wiara tak silnie odwołująca się do pogańskiej tradycji i do "religii natury", jak satanizm, była wolna od przyzwolenia na tego typu praktyki?

Aby wyjaśnić, dlaczego nie ma sprzeczności między brakiem tego typu ofiar a podpisywaniem się pod pogańską tradycją, trzeba przyjrzeć się pojęciu i roli ofiary. Otóż ofiara była zawsze darem dla bóstwa, a człowiek składał w darze to, co wydawało się jemu samemu cenne. W kulturach pierwotnych ilość i jakość posiadanych zwierząt były wyznacznikiem zamożności, a więc poganin zarzynający prosię na cześć jakiegoś boga ofiarowywał mu (we własnym pojęciu) coś cennego. Sam akt zabicia zwierzęcia (jako, że było to dla naszego poganina codziennością) nie wiązał się dla niego z koniecznością pokonywania jakichś wewnętrznych oporów; zabijanie zwierząt było czymś o takim stopniu normalności, jak dziś dla nas pójście do sklepu mięsnego i kupienie schabu.

Tak więc ofiara ze zwierzęcia nie była czymś szczególnym ze względu na to, że zabijało się zwierzę, lecz ze względu na to, że ofiarowywało się coś cennego. Gdybyśmy chcieli przenieść to w dzisiejszy świat, byłoby to absurdem; dla nas, kupujących żywność w sklepach i nie hodujących zwierząt rzeźnych (mam na myśli mieszkańców miast) zwierzę nie stanowi już miernika naszej zdolności do wyżywienia siebie i rodziny, wyznacznika bogactwa. Rolę tę przejęły inne przedmioty. A w sytuacji składania ofiary nie jest ważne, co bóstwo otrzymuje, tylko co my dajemy; czy to, co dajemy, jest częścią nas, czymś, z czym jesteśmy emocjonalnie związani zarówno ze względu na wartość, jak i ważność tego czegoś dla nas. Gdybyśmy chcieli kupić na fermie kurczaka i go w domu zabić, akt ten, dla nas, ludzi XX wieku niezrozumiały, nie miałby tej magicznej siły co ofiary składane niegdyś przez wyznawców religii pogańskich. A poza tym (i tu dochodzimy do drugiego powodu) zostałby dokonany przez nas, nienawykłych do babrania się we krwi, ze wstrętem, obrzydzeniem i poczuciem winy. Nie jest to właściwe nastawienie podczas jakiejkolwiek ofiary! Ofiarowując coś, czego się sami w najwyższym stopniu brzydzimy, wręcz obrażamy godformę, której dajemy taki "prezent". Nie wspominając o tym, że z obrzydzeniem zazwyczaj jest związany jakiś tam lęk, a to nie sprzyja pełnemu mocy nastrojowi, jakiemu mag powinien się poddać podczas rytuału.

Niektórzy biali magowie składają więc dziś w ofierze rzeczy dla nich cenne (ma to formę oddawania ich komuś, na cele dobroczynne na przykład, lub np. zakopywania w lesie bądź wrzucenia do wody). Satanista nie składa tego typu ofiar; jego ofiarą jest jego własna siła życiowa, jego energia, którą z siebie wydziela podczas rytuału. Jest to najcenniejsze, co ma, gdyż jest to to, co sprawia, że żyje. Dlatego niepotrzebne stają się wszelkiego rodzaju prymitywne ofiary czy to ze zwierząt, czy z czegokolwiek innego o charakterze materialnym.

Drugim argumentem, wysuwanym przez magów (głównie w poprzednich wiekach, jako argument za składaniem takich ofiar) jest fakt, że żywa istota, umierając śmiercią gwałtowną, bolesną i pełną lęku wydziela z siebie olbrzymie ilości siły życiowej, tego "paliwa" magii, które jest niezbędne do dokonania czegokolwiek. Jest to prawdą, a odniósł się do tego wyraźnie LaVey w Biblii Satanistycznej, pisząc, że energia jest wydzielana nie z powodu samej śmierci, jak długo błędnie uważano, lecz że jest wydzielana poprzez towarzyszącą temu emocję. Ból, paniczny lęk o życie, pierwotna żądza przetrwania za wszelką cenę (to jedno z najsilniejszych uczuć, jakie odczuwa istota zarówno rozumna, jak i nierozumna, w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia) i agonii. Uczucia te można wywołać "mechanicznie", zabijając (cóż za łatwizna). Satanista, zdając sobie sprawę z tego, że on sam, jeśli jest wystarczająco dobrym magiem, jest w stanie wzbudzić w sobie uczucia o równej intensywności, nie wyrządzając nikomu krzywdy, gardzi takim sposobem zdobywania energii, sprzecznym z szacunkiem wobec życia w ogóle, a zwierząt (jako najlepszych satanistów) w szczególności. I nie tylko on zresztą (dziś cała magia, czarna i biała, z niewielkimi niechlubnymi wyjątkami odeszła od tego sposobu "wspomożenia" rytuału cudzą energią).

Ofiara ze zwierząt i ludzi przetrwała dziś głównie w wyobraźni chrześcijan, pragnących obarczyć przeciwników ideologicznych (magów w ogóle, nie tylko satanistów) wszystkim, co najpaskudniejsze, aby w ten sposób przyciągnąć ludzi do siebie samych. Sataniści, podobnie jak neopoganie i inne wyznania odwołujące się do dawnych kultów pogańskich, ten sposób "urozmaicenia" swojej magii zdecydowanie odrzucają.

Czytany 1941 razy Ostatnio zmieniany piątek, 21 październik 2011 00:56

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Polecamy

 

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.