;
piątek, 10 lipiec 2020 01:36

Świadectwo na istnienie Szatana

Napisała
Oceń ten artykuł
(3 głosów)

    Ostatnio na grupach okultystycznych roi się od katolików. Przeczytać można było obszerne świadectwo chrześcijańskie- chociaż pewnie nie jeden raz takie słyszeliście. Oczywiście, mojej uwadze nie uszło również świadectwo lucyferiańskie- tu lucyferyczne nie byłoby odpowiednią formą.

    Nie będzie to też opowieść o potężnej wiedźmie, ladacznicy, Lilith, Kali, Santa Muerte.

    Natomiast wszystko, co tu przeczytacie wydarzyło się naprawdę i stanowi świadectwo na istnienie oddzielnej, mrocznej i potężnej energii ( tak, mam na myśli Byt), jaką jest Szatan.

 

 

    Pod koniec lipca 2018 roku doszło w moim życiu do wydarzenia, przez które chciałam odejść z tego świata. Uznałam, że „czara goryczy” się przelała i 3 dni po niefortunnym wydarzeniu powiesiłam się na klamce od drzwi. Obudziłam się po około 3 godzinach z gargantuiczną raną na szyi- zdjęcie blizny, choć wyeksponowane, jest autentyczne. Sam fakt, że się obudziłam był już cudem, ponieważ ciężar głowy powinien wystarczyć do odcięcia dopływu  tlenu, omdlenia i całkowicie bezbolesnego uduszenia się. Jednak Szatan był ze mną i na to nie pozwolił.

    Tej nocy jednak nie dałam za wygraną.  Totalnie wkurzona, bo wiedziałam, że to Jego sprawka, powiedziałam życiu „NIE”! Wyszłam na dach mojego bloku ostatkiem sił. Daleko iść nie musiałam. Klapa na dach znajduje się tuż przy drzwiach mojego mieszkania.  Doczołgałam się do krawędzi dachu i bezwiednie spadłam... I nie trafiłam w pierdolony beton, chodnik,  trzepak, płotek… O nie! Trafiłam w jedyny okrągły klomb o średnicy 1 metr jaki jest przed blokiem. Nie straciłam nawet przytomności. Połamana, srogo poraniona, nawet bym się śmiała sama z siebie, gdyby nie wymioty, jakimi uraczył mnie wstrząs mózgu. Rogaty Przyjaciel obudził Jehowych z dołu. Wezwali karetkę. W szpitalu, po długich namysłach uznano, że mimo licznych złamań i  obrażeń oddział wewnętrzny będzie tym najodpowiedniejszym. Bezsilną i zagipsowaną rzucili mnie na łóżko jak większy worek ziemniaków. Oszczędzę Wam opowieści o szpitalnej patologii rodem ze średniowiecza. A podobno to my, Okultyści, jesteśmy zacofani.  Spędziłam w szpitalu tylko 5 dni z uwagi na to, że sytuacja finansowa pozwala mi na fanaberie typu szpital w domu.

    I w tym momencie zaczyna się tak naprawdę moje ŚWIADECTWO… To w tym czasie miały miejsca wydarzenia, o których chcę Wam opowiedzieć.

    Jak wspomniałam, leżałam połamana, poraniona, ze wstrząsem mózgu i  nie mogąc się ruszyć, patrzyłam bezwiednie jak kapie kroplówka. Musiała być druga doba mojego pobytu, kiedy to zaczęłam czuć fizyczne skutki mojego upadku. Z pierwszej niewiele pamiętam, bo byłam odurzona morfiną. Jednak wysoki próg bólu nie był problemem. Pierwszy problem pojawił się w momencie, gdy jedna z pomysłowych pielęgniarek wpadła na plan, aby pod stopy zwinąć mi poduszki, dzięki czemu miałam mieć lepsze ukrwienie.  Gdy kończyły wieczorny obchód, wcieliły pomysł w życie, po czym zgasiły światło i poszły, drzwi zamykając za sobą. I tak zostałam, leżąc ze stopami uniesionymi wysoko w górze. Nie mające podparcia kolana szybko odczuły ciężar gipsu. Katolickim baranem bez wyobraźni trzeba być, aby taki ból zadać pacjentowi. Zagipsowana i poturbowana  nie mogłam się uwolnić. Nie mogłam się ruszyć i nie mogłam krzyknąć, bo potężny wstrząs mózgu uniemożliwiał mi nawet głośniejsze mówienie, wbijając tysiące szpilek m moją czaszkę z każdą wymówioną literą. Tak więc przechodząc do meritum… Bardzo powoli, ale dosadnie czuciowo, wręcz z nutką średniowiecznej dekadencji, zaczęły mi się łamać kolana. Ból przekroczył możliwą skalę. Wtedy wypowiedziałam w myślach proste zdanie, które dokładnie brzmiało:

    BŁAGAM, SZATANIE WEJDŹ W KOGOŚ I PRZYPROWADŹ GO DO MNIE, ŻEBY MI POMOGŁ!

    Otworzyły się drzwi i do pokoju weszła pielęgniarka. Rozglądnęła się nerwowo i popatrzyła na mnie. Nie zdążyłam  wyszeptać pełnego zdania, kiedy już, niezdarnie jak na człowieka, wyciągała mi poduszki.  Przeszedł mnie dreszcz, bo dopiero w tym momencie zdałam sobie sprawę z tego, co się właściwie dzieje. Przecież pomijając jej zachowanie,  nie powinna tu być przed porannym mierzeniem temperatury pacjentom. Nie mogła mnie słyszeć i nawet drzwi już na noc były zamknięte.  Tej nocy nie pamiętam, kiedy zasnęłam, ale długo myślałam o mocy Szatana.  Jednak to, co najlepsze miało dopiero nastąpić…

    W ciągu dnia pękła mi żyła, do której była podłączona kroplówka. Płyn wlał się pod skórę i tak z opuchniętą, unieruchomioną ręką zastała mnie noc. Wygodnie, ułożona z pomocą pielęgniarek, zasnęłam. Obudził mnie wykraczający ponad skalę ból, spowodowany brakiem krążenia w zgiętym ręku. Udało mi się nią nieznacznie ruszyć, ale, niestety, to pomogło tylko na parę minut. Starałam się kogoś zawołać czy zrobić cokolwiek. Mojego szeptu nie usłyszałby nikt, nawet w dzień i przy otwartych drzwiach, a co dopiero w zamknięciu i w nocy. Znów to zrobiłam, znów pojawiło się zdanie:

    POMOCY, SZATANIE! WEJDŹ W KOGOŚ I POMÓŻ MI!

    Tym razem nie przyszła pielęgniarka, a to, co się stało było jednym z 71 najdziwniejszych zdarzeń w moim życiu.  Do sali weszła pacjentka - starsza pani w wieku około 80 lat. Podeszła do mnie i, niezdarnie łapiąc mnie za rękę, powiedziała:

    Nie płacz, Anno( nie mam tak na imię). Możesz spać ze mną.

    Mówiąc to, położyła mi  rękę idealnie. Nie mogła mi jej poprawić lepiej. Jej ciało poruszało się niezdarnie. Nawet ciężko mi to opisać, ale oczy miała czułe, tylko nie patrzyła na mnie. Starsza pani wyszła z pokoju. Natomiast rano, odwiedzająca mnie osoba powiedziała, że ponoć jakaś pacjentka lunatykowała całą noc pierwszy raz w życiu. I tak przyszła następna noc …

 

    Znów obudził mnie ból, ale byłam już na tyle silna, aby móc sama się poprawić. Ta siła jednak nie przyszła stopniowo. Z tą siłą obudziłam się nagle. Poprawiając ciało płakałam, bo czułam, że prawdziwie jest ze mną mój wierny przyjaciel, którego pamiętam od 4 roku życia. To, co było przed szpitalem i po nim to już zupełnie inna opowieść, którą obiecuję kontynuować.

    Pisałam to całą noc, bo miało miejsce tyle wydarzeń, jakby wszystko chciało przeszkodzić mi w napisaniu tego świadectwa. Ja jednak je piszę i jestem dziwnie spokojna, że tej nocy je wydam. Chociaż z błędami, ale muszę. Zupełnie nie wiem, czemu teraz, czemu to musi być już, tej nocy. Przecież ostatecznie pomoże mi w tym Szatan!

Czytany 433 razy

Najnowsze od Lilith Black Moon

1 komentarz

  • Link do komentarza Jeden z wielu wyznawców Szatana piątek, 17 lipiec 2020 17:22 napisane przez Jeden z wielu wyznawców Szatana

    Nawet nie wiem co napisać. Ale wiem w co wierzę. Wierzę w Szatana!

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.