Skryba Diabła - Okulta.pl Portal ezoteryki i wiedzy tajemnej

Skryba Diabła

środa, 03 maj 2017 13:12

Sacrum Satanum

Czy młody człowiek może mieć dość życia? W dobie szalejącego konsumpcjonizmu i ułudy nieśmiertelności postawione przeze mnie pytanie wydaje się co najmniej bezsensowne. A jednak. W mym przypadku fantasmagoria przybrała realne kształty. Gdy stałem na cmentarzu wśród grobów bliskich mi osób, dokonałem podsumowania przeżytych lat. Ot, taki bilans zysków i strat. Nietrudno się domyśleć, że rachunek nie napawał optymizmem. Świat, na który przyszedłem, spotwarzył mnie swą ignorancją i miernotą. Byłem kimś wyjątkowym, tymczasem wszędzie widziałem marność nad marnościami. Cóż z tego, że wewnętrzny głos utwierdzał mnie w przekonaniu
o wielkości, skoro życie na piedestał wywyższało miernoty. Miał rację George Byron, kiedy mówił: „Talent może być czasem przebaczony, geniusz nigdy”. Bezsilność wobec tego faktu ewidentnie pchała mnie w ramiona śmierci... Do czasu.

 

 

Pobierz całość

sobota, 24 październik 2009 19:02

Skryba Diabła

Skryba Diabła

Dzień, w którym postanowiłem pożegnać się z życiem, był precyzyjnie wybrany - pierwszy maja 2011 roku. Beatyfikacja Jana Pawła II wydała mi się wyjątkowo godną oprawą do przywitania się ze śmiercią. Wszak zawsze gardziłem autorytetami, a Kościół był mi - delikatnie rzecz ujmując - obojętny. Gdy stałem na cmentarzu wśród bliskich mi osób, postanowiłem dokonać podsumowania swojego młodego życia. Ot, taki bilans zysków i strat. Nietrudno się domyśleć, że rachunek nie napawał optymizmem. Świat, na który przyszedłem, spotwarzył mnie swą ignorancją i miernotą. Czułem, że jestem kimś wyjątkowym, tymczasem wszędzie widziałem marność nad marnościami. Cóż z tego, że wewnętrzny głos utwierdzał mnie w przekonaniu o wielkości, skoro życie na piedestał wywyższało miernoty. Zaiste, miał rację George Byron, kiedy mówił: "Talent może być czasem przebaczony, geniusz nigdy". Bezsilność wobec tego faktu ewidentnie pchała mnie w ramiona śmierci... Do czasu. Pierwszego maja 2011 roku los spojrzał na mnie łaskawym wzrokiem i powierzył adekwatne do mej pozycji zadanie. Oto ziemia, która żegnała w Watykanie swe dziecko, teraz domagała się przeciwieństwa. Świętości zamierzała przeciwstawić bezbożność. Popiół, który dotychczas spadał na głowę wiernych, teraz miał być karmą dla adwokata diabła. Co czuje człowiek, który jest skazany na wielkość? Przede wszystkim domaga się empirycznych doświadczeń. Tak też było i w mym przypadku. Za wszelką cenę chciałem potwierdzenia. Jako że przypominałem niewiernego Tomasza, odpowiedź musiała być wyjątkowo przekonująca. Powiem tak, los mnie nie rozczarował. W chwili gdy stawiałem stopę w Styksie, wokół mnie doszło do załamania pogody. Deszcz miotany powietrznym wirem uderzał prosto w twarz tysiącem igieł marznącego szronu. Wichura biła upartymi falami po skrzypiących drewnianych krzyżach bezimiennych grobów. Skrzyp, skrzyp, skrzyp - z tryumfalnym poświstem przyginała bezlistne gałęzie starych klonów. Wokół paliły się tysiące świec, a na grobach leżały zwłoki zwiędłych kwiatów, jako ofiara, która ma odstraszyć nieuniknioną śmierć. Szedłem wśród starych grobów, pakując się w rdzawo połyskujące kałuże rozlane niczym krew na ciele matki ziemi. Do mojego grobowca wiodła prosta ścieżka. Po chwili stanąłem naprzeciw furty prowadzącej do Królestwa Cieni. Deszcz zacinał, gęstniał biały jak śmiertelne giezło tuman mgły. Uśmiechałem się dziko, patrząc gdzieś, gdzie żadnej ludzkiej istocie nie jest dane dotrzeć. Wtem mym oczom ukazała się tajemnicza postać. Mężczyzna w czarnym jak mrok płaszczu był cieniem mojej duszy. Ta zaś poczuła, że nadszedł już czas. To, co się wydarzyło chwilę potem, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Ludzka percepcja okazała się bezbronna w obliczu istoty, która mnie nawiedziła. Paraliż nie trwał jednak w nieskończoność. Synu mój najmilszy, w tobie upodobałem sobie. Dlaczego nie zwróciłeś się do mnie? Dlaczego czciłeś tamtego, tego głupca i jego ojca? Ja Bóg i ojciec twój! A ten żebrak ukrzyżowany - tobie i mnie obcy. Ten, któregoś uważał za Boga, żądał od swego syna posłuszeństwa bezgranicznego, aż do śmierci krzyżowej i nie pomógł mu na krzyżu. Ja ciebie będę wspierał, dla ciebie samego, dla twej własnej godności i dostojności, z czystej miłości do ciebie. Przyjmij ducha mego. Jak ongiś duch mój zrodził ciebie w piękności, tak teraz niech zrodzi ciebie w mocy. Wybrałem ciebie spośród wielu abyś przygotował ludzkość na mój powrót. Czynię cię skrybą diabła, pośrednikiem przymierza z ludem, światłością dla narodów. Otwórz ślepym oczy, wyprowadź więźniów z zamknięcia. Głoś mą ewangelię wszelkiemu stworzeniu bo czas mego przyjścia jest bliski. Niech melodia twej duszy zostanie ujęta w ciąg znaków. Słowa, które usłyszałem, były jak ogień trawiący wszystko co spotka na swej drodze. Mimo piekielnego żaru odczuwałem jednak niezwykłą lekkość bytu. Byłem jak ptak w objęciach wiatru. A wszystko po to, aby sprawiedliwości stało się zadość. Aby Pan Ciemności wyszedł z mroku i oświetlił ludzkość blaskiem wiecznego ognia. Wróciłem więc do domu i otulony zapachem świeżo zaparzonej kawy pochyliłem się nad skierowanym do mnie słowem. Był wieczór, gdy na klawiaturze wystukałem pierwsze litery szatańskich wersetów.

Polecamy:

Wróżka
Lilith

Rytualista
Canis

 

Czat
Ezoteryka 

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.