;
niedziela, 19 styczeń 2020 20:50

Cykliczność drogi Wielkiego Dzieła Magii

Napisane przez
Oceń ten artykuł
(1 głos)

   Dla mnie ... odtąd to zawsze 11, nie 1... Teraz jest u mnie inaczej niż w poprzednich cyklach, co postaram się nieco wyjaśnić. Dzieje się tak bowiem zająłem się poważniej rozwojem w ciągu tych ostatnich 10 lat które właśnie się skończyły. Tak jak to opisuje postrzegam ten nowy cykl dla siebie...

 

 

 

    Nowe zawsze nadchodzi- czasem przynosząc dobrą a czasem złą nowinę: Uwalnia nas z blokad i kajdan i ze wszystkiego co ciążyło na nas i gniło już zużyte i niepotrzebne jako starość i za mala już forma, choć tym razem nie poszła ona w diabły. 10 to liczba dopełnienia i boga po której wszystko się powtarza będąc dojrzewaniem na niższym poziomie. W tym roku na moje szczęście dla mnie następują narodziny nowego jedenastego punktu- lecz to nowe jest tym razem świadomą kontynuacją starego dlatego jest to 11 a nie 1.

   To jest dla mnie rewolucja i nagroda za zbyt długi okres głębokiego cierpienia, kręcenia się w koszmarnym kole Samsary. Dla mnie prawdziwa śmierć- oznacza wykroczenie poza umierające już ciemniejące i zachodzące procesy w życiu ludzkim będące pracą nad Wielkim Dziełem i dojrzewaniem duchowym, które skryte niczym w alchemicznym alembiku na dnie podziemnego świata naszej psyche w imię kontynuacji i rozwoju tego co było i umarło, lecz żyło dalej (serce).

   W tym roku na szczęście to przerażające i cudowne doświadczenie mogło odbyć się spiralnie tzn. nastąpiła kontynuacja bowiem było dobre to co żyło i pracowało nad sobą przez te ostatnie 10 lat bowiem pracowałem pilnie i nareszcie świadomie potrafiłem to zrozumieć odrzucając koło- nieskończenie powracającego do początku życia - i pójść dalej przez następne 10 lat i całą wieczność danych mi jak przedłużenie życia którego nie mam zamiaru zmarnować by zawsze łączyć wcielenia  i etapy nie jak zwykle bywało klepać jak zdrowaśki przykre powtórzenia w bolesnym dojrzewaniu w niskich częstotliwościach anihilujących, wciąż osiągnięcia poprzedniej części co było jak jazda dupą po schodach.

 

   Podczas tych dziesięciu lat pozornie nowe, lecz doskonale dopasowane do 10 lat poprzedniego cyklu nowej duszy, która ginąc przekroczyła samą śmierć siłą swego światła i odtąd przedłuża swój ciąg w kierunku cudnej nieskończoności wciąż i wciąż rozwijając nowe poziomy wtajemniczeń w arkana przebóstwienia człowieka.

   Parę słów o tym nowym. Jest to potwierdzenie nieśmiertelności tego co żywe, które dojrzewa poprzez akt śmierci przekraczając iluzję cierpienia\śmierci\zła którym dotąd jako młoda dusza było wychowywane przez swego demiurga lecz coś w końcu zrozumiało i odtąd prawda stałą się kłamstwem a światło ciemnością.. Dotąd były one kontrolowane przez owego srogiego boga ojca lub siły przypadku pozbawione sensu przez okrutne mroki umierania i lęku w moim życiu który rozpraszał to co było zawsze prawdziwe i doskonale w postaci nieśmiertelnego ducha poszukującego doskonałego wszechświata którego mógłby na wieczność stać się równie doskonałym odbiciem ku uciesze wszystkich żywych i czujących istot. Teraz to co się rozwijało i harowało dla cudownego oświecenia pragnie już tej transformacji, tego nowego początku będącego kolejnym sezonem pełnym świeżej krwi przelanej w formie bezbolesnej ekstazy drogi ku niewysłowionej doskonałości..Dojrzała już ta energia duchowa i dusza dojrzała we mnie wreszcie do przebóstwienia i bynajmniej śmierć i koniec nie są dla tego co było ostateczne lecz rozpoczynają rozwój na nowym wyższym poziomie tym razem nie po okręgu lecz po spirali zachowując ciągłość wcieleń począwszy od ostatniego cyklu będącego pierwszym bowiem podczas jego trwania dostąpiłem inicjacji w swym sercu którą pragnę kontynuować dalej aż do absolutnego przebudzenia którego dostąpię bowiem tylko on ma dla mnie naprawdę sens i muszę tego dokonać w tej grze by dzięki temu móc naprawdę przysłużyć się ludzkości.

 

    To początek kolejnego etapu Wielkiego Dzieła którego celem jest zrównanie gotowego już człowieka czy raczej świadomości formule młodego boga tak długo aż do poziomu absolutnego oświecenia w postaci śmierci z miłości z tym kto był dotąd tylko jego panem i stwórcą ukrywającym się pod płaszczykiem jego Wyższej Jaźni - wychowawcy i ojca lecz srogiego i okrutnego tyrana zarazem -Świętego Anioła Stróża którego zabiłem w ciemnych tunelach jaźni gdyż odkryłem że jest on moim śmiertelnym wrogiem nie najlepszym druhem którego zawsze w istocie nienawidziłem za to co zrobił mi zsyłając mnie jako płomień doskonałego życia w tą otchłań zwaną człowiekiem bym dojrzewał i uczył się czego robić nigdy nie chciałem bo pragnąłem jedynie wyzwolenia od cierpienia i czystej radości. Byłoby to niemożliwe jeśli kroczyłbym wciąż po cyklicznym kole 1 - 10 gdyż w tym systemie wszystko traciło sens i powtarzało się jak mantra wywołując mdłości i smutek który teraz umiera zamiast mnie. Nie wymaga ona jednak ofiary kroczenia po kole już więcej gdyż dojrzałem do przebóstwienia tak czuję.

   Jak dotąd to miało miejsce lecz teraz następuje wyjątkowe poszerzenie pełni o nieśmiertelną świadomość która w zasadzie zmienia wszystko dodając tylko jeden lecz absolutnie cudowny dodatkowy element w postaci cudownej świadomości i odkrycie jakiego ono dokonuje nieskończonej i wiecznej ewolucji spiralnej będącej słodkim nektarem życia wiecznego i celem ostatecznym dla pozbawionego boga ducha który w szkole życia zabił swego nauczyciela w imię piękna i miłości. Oczywiście nie każdy uznaje to 11 bo dla niektórych to zawsze i wciąż po prostu jest 1 np. dla Hindusów i jest to ostateczna odpowiedź na ludzkie życie że jest ono mianowicie cierpieniem. Ja jednak widzę w Tym zupełnie nowy i niesamowity cykl i kontynuację i rozwój starego "ja" nie całkowitą anihilację i nowe takie samo jak stare lecz będące w swej naturze w zasadzie takie samo i dochodzące do kresu w ten sam sposób.

   Jest to doktryna smutnej reinkarnacji z której zostałem wyzwolony. Tak też postrzegam swoje życie po śmierci . Mianowicie ciągłość istnienia i kontynuacja nie wieczny powrót i udręka zniewolonego przez złego anioła i boga człowieka niewolnika swych władców sterujących nim zza zasłony zmuszając go do najpodlejszych tortur życia pozbawionego prawdy i wolności.. To co napisałem nie jest w sumie nowe bo to wszystko to po prostu punkt widzenia Thelemity lecz naprawdę coś w tym jest i jest to powód do radości i dumy bo wygląda na to że przede mną nowy poziom rozwoju tego co wydarzyło się w poprzednim cyklu i wreszcie skończyły się męczarnie repety. Tak właśnie wygląda moja perspektywa tego nowego cyklu i niech bóg umrze wreszcie bo widzę oszałamiające i wspaniałe perspektywy życia i wyzwolenie którego dostąpi człowiek gdy wybije jego ostateczny czas gdy pogrzebie swego boga i dostąpi życia wiecznego nie cierpiąc już nigdy więcej.

Czytany 332 razy Ostatnio zmieniany niedziela, 19 styczeń 2020 22:55

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.