;
niedziela, 15 marzec 2020 22:08

Nawiedzone mieszkanie w Krakowie

Napisane przez
Oceń ten artykuł
(3 głosów)

    Temat nawiedzonych budynków jest dość elektryzujący nie tylko dla badaczy i miłośników zjawisk paranormalnych, ale również dla przeciętnego człowieka. Jeśli dochodzi do tego fakt, że owe miejsce jest zamieszkane to wówczas potęgują się nasze emocje. W swoich archiwach, badacza i dokumentalisty mam nie jeden taki przypadek. W tym materiale przytoczę relacje z nawiedzonego mieszkania w Krakowie.

 

 

    Przypadek dokumentowałem w 2017 r. Relacjonowała mi go młoda kobieta, która zastrzegła anonimowość swoją jak i lokalizacji obiektu dla informacji publicznej. Dodam, że mieszkanie przeszło w ręce innych ludzi. Jako ciekawostkę podam, że historię opisało czasopismo o tematyce zjawisk nadprzyrodzonych „Phenomena „ z Argentyny, z którym prowadzę współpracę.

 

    Jej relacja :

 

    „To było ponad 6 lat temu. Ja, mój były mąż i moja wtedy 2 letnia córka wynajęliśmy mieszkanie w Krakowie. Mieszkanie miało 3 pokoje, jeden z kuchnią duży i dwa małe na 2 piętrze. W pierwszym tygodniu jak się wprowadzaliśmy przyszedł bardzo nie miły jak się potem okazało i uciążliwy sąsiad, krzyczał, że mamy się wynosić i , że jeszcze popamiętamy, bo to mieszkanie jest przeklęte. Nikt nie zwracał na to uwagi. Tłumaczyliśmy sobie, że to starsza osoba, a takie nie lubią zmian i nowych sąsiadów. Pierwszej nocy spałam ja sama w domu w pokoju prawym : stało tam łózko i telewizor. Od dzieciństwa nie lubię ciemności ,więc zasypiałam przy telewizorze. Przysnęłam, obudziło mnie pukanie w okno, okno na 2 piętrze, ale byłam tak zaspana ,że poszłam spać dalej, nawet to, że telewizor się wyłączył miałam gdzieś. Z czasem zaczęło być coraz dziwniej. Moja córka spała w środkowym pokoju tam, gdzie było spektrum całej afery. Nie chodziło o to, że coś się przesuwało, czy o trzaskające drzwi. W nocy coś pukało w okna. W końcu zaczęliśmy chorować, dokładnie w wigilie, moja córka dostała krwawej biegunki, której potem nikt nie mógł zdiagnozować. Ja dostałam gorączki prawie 40 stopni i mogłam jechać z córka do szpitala. Słyszałam męski głos, który mnie wołał po imieniu, ale miałam taką gorączkę, że nic już do mnie nie docierało .Potem przyszedł czas, że chorowałam coraz bardziej. W domu z byle powodu wybuchały afery, kłótnie, a w środkowym pokoju nie szło położyć się spać. Pewnej nocy stwierdziłam , że się położę tam u córki i obudziłam się nie wiedząc co się dzieje. Coś ściągało ze mnie kołdrę, czułam się surrealistycznie. Podeszłam na sztywnych nogach do córki łóżeczka i ją zabrałam stamtąd. Później był kolejny incydent - w środku nocy zerwaliśmy się na nogi, bo coś histerycznie śmiało się w środkowym pokoju. Kulminacja nastała, gdy mój były mąż trafił do szpitala. On cały czas nie chciał wierzyć, więc powiedziałam, aby poszedł tam spać i w dzień weszłam do tego pokoju i powiedziałam na głos ,że mój partner się śmieje z was, dajcie mu popalić! Do tej pory nie wiem co się stało tej nocy, ale wybiegł z pokoju krzycząc "mamo ! mamo ! ". Potem coś się z nim dziwnego działo i przyjechała do nas jego siostra. Pewnej nocy zasnęłam widząc go jak siedzi przy kompie, usłyszałam przez sen jak ktoś wchodzi do pokoju, mówi do niego i nagle rozległ się przerażający huk. Wszystko to było straszne, obudziłam się, a on leżał na ziemi i krzyczał, a nad nim stała jego siostra. Wezwaliśmy karetkę pogotowia i zabrali go na Babińskiego - to szpital psychiatryczny w Krakowie. Zanim go jednak zabrali podeszłam do niego i chciałam go złapać za rękę ,ale krzyknął " nie dotykaj mnie ! ". Tylko to nie był jego głos .W szpitalu psychiatrycznym przebywał dwa tygodnie. Nic nie stwierdzono, nie wiedziano co mu jest. Po dwóch latach wyprowadziliśmy się, a moje małżeństwo było skończone. Gdy się wyprowadzaliśmy byłam jedyną osobą ,która zgodziła się tam iść sama sprzątać. Nie bałam się, bo w pewnym okresie pomieszkiwania tam, porozumiałam się z tym czymś. Dużo do niego mówiłam i to najprawdopodobniej dzięki temu przestałam chorować i nic mnie nie nękało. Jak skończyłam sprzątać zadzwoniłam jeszcze po byłego i jego siostrę, by pomogli mi zabrać resztkę rzeczy. Ona zawsze się z tego śmiała i jeszcze stojąc w drzwiach musiała puścić jeden ze swoich durnych komentarzy, że skoro mieszkanie jest nawiedzone to pewnie się teraz to coś cieszy, że się wyprowadzamy. W tym momencie wszystkie światła w pomieszczeniach zaczęły migać, a ona zaklęła z grobową miną.


   To tak pokrótce, bo były tam rożne inne zjawiska. Przykładowo słyszałam dziecięce głosy. Miewałam taki sen, że widziałam młodą dziewczynę w tym domu patrzącą, na mnie, jej oczy były puste i ciemne. Od sąsiadów w końcu dowiedziałam się, że tam jakaś nastolatka się powiesiła. Dużo by jeszcze opowiadać. Do tej pory nie potrafię tego wytłumaczyć, ale w jakiś dziwny sposób czuję tęsknotę za tym i smutek gdy pomyśle o tym mieszkaniu."

Czytany 1275 razy

Najnowsze od Piotr Gadaj

Artykuły powiązane

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.