;
niedziela, 02 sierpień 2020 10:47

Nawiedzony pałac w Dłutowie (Warmińsko-Mazurskie)

Napisane przez
Oceń ten artykuł
(2 głosów)

    Zapoznajmy się z relacją znajdującą się w moich archiwach badacza zjawisk paranormalnych, która mówi o paranormalnej aktywności w pałacu w województwie Warmińsko – Mazurskim. Relacja jest od kobiety widniejącej w moich aktach jako „ Bożena „ ( prawdziwe imię  jest inne ). Jest to osoba, która przesłała mi wiele ciekawych sprawozdań ze spotkań z Nieznanym, które przeżyła sama, ale również spisanych od innych.

Zachęcam wszystkich z państwa do kontaktowania się ze mną, jeśli i wy chcielibyście się podzielić niecodziennymi przeżyciami, na adres e-mail : Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. albo na priv na facebooka. Na życzenie zapewniam anonimowość.

 

    A oto relacja Bożeny, którą dostałem w czerwcu 2018 r. :

 

    „ Kilkanaście lat temu szukałam z rodziną domu do wynajęcia. Przeglądając ogłoszenia trafiliśmy na takie "dom na wsi, stare budownictwo". Idealne dla nas. Zadzwoniliśmy, umówiliśmy się na spotkanie z właścicielami. W jego trakcie poprosiliśmy o pokazanie nam zdjęć tego domu. I ku naszemu zdziwieniu na zdjęciu nie było wiejskiej lepianki, ale prawdziwy pałac. Właściciele zmęczeni remontami postanowili znaleźć opiekuna na kilka lat, który przypilnuje obiektu i pozwoli im zapomnieć o obowiązkach związanych z jego posiadaniem. Po chwili totalnego zaskoczenia przyszło mi do głowy pierwsze pytanie, które natychmiast zadałam: czy tam straszy? Właściciele spojrzeli się na siebie i powiedzieli: - ty mów - nie, ty mów. To co usłyszeliśmy wcale nas nie uspokoiło. Poza własnymi doświadczeniami, opowiedzieli nam historię robotników prowadzących remont. Według relacji coś przesuwało wiadra z farbą, a gdy odkręcali głośniej radio, jakaś siła je przyciszała. Skończyło się na porzuceniu narzędzi i ucieczce z miejsca pracy. Mimo usłyszanych historii podjęliśmy wyzwanie, w końcu jak często zdarza się wynająć pałac? I tak z nastaniem wiosny samochód z naszymi rzeczami stanął przed wielką bramą.

    Początki były trudne. Poczucie bycia obserwowanym nie było przyjemne, ale mogło wynikać z pracy wyobraźni podsycanej opowieściami dotychczasowych stróżów obiektu. Pierwszą konkretną obserwację " zaliczył "nasz, wtedy 6-letni syn. Jak twierdził, zobaczył " smutną panią w czarnej sukni, która weszła w kredens". My wielokrotnie słyszeliśmy dziwne hałasy, ale przy tak dużym obiekcie to mogło być wszystko. Od kun po sowy. Kilka razy wieczorem słyszeliśmy jednak łomoty przypominające bardziej walącą się szafę. Obawiając się włamania biegliśmy z latarkami sprawdzać wszystkie pomieszczenia od piwnic po strych, ale niczego dziwnego nie znajdowaliśmy. Nasi goście kiedyś postanowili nas zastąpić. Zaplanowaliśmy wyjazd nad morze. Nie minęło kilka godzin ich stróżowania, jak dostaliśmy od nich telefon, że rezygnują, bo " coś trzaska drzwiami". Często korzystaliśmy z pomocy dawnych opiekunów, gdy sami wyjeżdżaliśmy. Na noc zostawała pani M. , jako jedyna ze wsi twierdziła, że się nie boi i nie przeszkadza jej, gdy coś chodzi nocą. Jej mąż nigdy nie chciał z nią zostać. Najwyżej przychodził napalić w piecu. Pewnego dnia tuż po naszym wyjeździe poszedł do piwnic do kotłowni. Usłyszał, że ktoś zbiega z góry po schodach. Był przekonany, że to my po coś wróciliśmy. Jakie było jego przerażenie, gdy okazało się, że nikogo nie ma. „

Czytany 351 razy
Więcej w tej kategorii: « Nawiedzony dom w Milanówku.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.