;
środa, 06 styczeń 2021 21:47

Śmierć w obecności ducha JHWH

Napisane przez
Oceń ten artykuł
(4 głosów)

    Duch JHWH (jestem, który jestem), przedstawia się jako ten jedyny, który jest stwórca wszystkiego i wszechrzeczy i to na jego podobieństwo ludzie są jakoby stworzeni. Wedle tej samej biblii, ten duch jest także miłością, wręcz definiuje miłość, jest jakby jej definicją. Oprócz tych prezentacji, mamy także w biblii opisany cały jego kult, a wraz z nim jakieś niesamowite historie, jakoby ten JHWH zrzucał ognie na ludzi np. na kapłanów Baala, inni zaś umierali w obecności jego aniołów, czy też zbliżając się do Arki Przymierza, z którą była obecność Boża tzw. szechina. 

 

 

 

     Masakry miłości JHWH

 

    JHWH z jednej strony prezentuje jako totalnie krwawy żądny czasem śmierci, z drugiej jako miłość... O co w tym wszystkim chodzi? Czy miłość może zabijać? Długo z tym chodziłem w głowie, myśl o Bogu nie dawała mi spokoju, z kolei otwierając tą biblie natrafiałem na kolejne masakryczne, czasem gorsze niż z horroru elementy układanki. Już nie tylko pogrom Sodomy i Gomory, ale takie przewałki jak np. rzucanie przez JHWH ognia na walczących z Izraelitami Amalekitów, tylko dlatego by przegonić ich z miejsca, w którym od dawna mieszkali... Jak to wszystko pogodzić i nazwać miłością? I czy wogóle się da?

 

    Mało tego, że JHWH taki z charakteru, to ludzie, którzy słyszeli jego głos, jakkolwiek się do niego zbliżyli, zachowują się jak maniakalni psychopaci. Mamy Noego ze swoją schizofrenią, mamy Abrahama, który niczym jakiś współczesny satanista idzie oddać swoje dziecko w ofierze, bo "tak usłyszał od Boga", mamy Mojżesza, który po spotkaniu z JHWH schodzi z góry na ziemię tak wściekły na swoich pobratyńców, że w szaleńczym wirze nakazuje zamordować ich 3000, tylko dlatego, że zrobili sobie posąg cielca. I jest tego znacznie więcej... dochodzimy wręcz od tego, że nawet śmiać z łysiny proroka się nie można... ale o tym w następnym artykule. 

 

    Z drugiej zaś strony wszędzie głosy, że Bóg jest miłością, podobno dał nam swojego syna i wogóle no wiecie "Dobra nowina Maryja porodziła syna"... Mi jednak to wszystko nie daje spokoju co to za moc, co to za siła. Jeśli to wszystko jest prawdą, co to za Bóg co potrafi spalić całe miasto, co to za Bóg co potrafi wystawić armię aniołów do walczenia przeciwko wrogom jakiegoś narodu wybranego? Co to za moc? Co za siła?

 

    Nie mogłem pogodzić wielu spraw opisywanych w biblii, nie pojmowałem tego co robił JHWH jako miłość. Byłem czasem pełni przekonania, że to ja już mam więcej miłości chodząc np. na wolontariat do szpitala, pomagając chorym, podnosząc bezdomnych na ulicy itd. Z drugiej strony moc opisywana temu duchowi w biblii jest niesamowita... a z trzeciej strony wiele proroctw opisywanych w biblii się spełniło, a czasem spełnia na szych oczach, czemu ciężko zaprzeczyć np. Ponowne powstanie państwa Izrael w 1948 roku. Wszystko to było dla mnie nie do pogodzenia. Pewnego dnia jednak wszystko się odmieniło...

 

    Moje pierwsze spotkanie z duchem JHWH




    Siedziałem na swoim fotelu, gdy nagle pojawiła się jakby koło mnie jakaś duchowa obecność. Poczułem się niesamowicie w pełni zaakceptowany, poczułem jakby obok mnie była jakaś duchowa pełnia miłości. Pierwsze co zrobiłem, to zacząłem jakoś duchowo z tą duchowością negocjować, wyświetliły mi się praktycznie wszystkie moje dobre uczynki, wszystko co myślałem, że jest dobrym uczynkiem, że czynię z miłości. Jednak pojawił się problem, za każdym moim dobrym uczynkiem pojawiło się coś w rodzaju nitki wspomnień, która to nić tłumaczyła mi dlaczego tak, a nie inaczej się zachowywałem. Okazało się, że moje wszystkie dobre uczynki i wszystko, co wydawało mi się miłością, jest tak naprawdę chęcią naprawy czegoś, co w przeszłości zrobiłem komuś na szkodę... nie mam nic miłości w sobie, kompletne zero...

 

   Wszystko to trwało sekundy, stawałem się coraz bardziej pusty, cała moja wartość jak gdyby przy tej w duchowej osobie, która mi się objawiła okazywała się niczym. Czułem, że przede mną jest duch JHWH, który mnie w pełni akceptuje, jest pełnią miłości, a jednocześnie czułem, że we mnie tej miłości nie ma. Miałem pełne poczucie tego, że powinienem być na podobieństwo tego ducha, a jednak we mnie już nic z tego podobieństwa nie było.Jedyne co chciałem wtedy zrobić to zapaść się pod ziemię i błagać o śmierć, marzyłem o sprowadzeniu ognia na siebie, marzyłem o unicestwieniu siebie. Wszystko to trwało sekundy, ale było tak realne jak niewiele doświadczeń z mojego życia...  w końcu JHWH ustąpił...

 

    Czym jest prawdziwa miłość?

 

   We mnie po tym spotkaniu narosło niesamowite pragnienie poznania, czym tak naprawdę jest ta prawdziwa miłość skoro wszystko, co do tej pory myślałem, że jest miłością okazało się niczym? No i co ważniejsze została świadomość, że z tym duchem się jeszcze będę musiał spotkać, zostało więc pytanie co zrobić, by przy kolejnym spotkaniu przeżyć i nie mieć ochoty się zapaść pod ziemię? 

 

    Czy istnieje jakaś osłona przed tą niesamowitą akceptacją, przed tą przerażającą miłością jaką jest JHWH? Wszyscy mówią ze tą osłoną jest Jezus Chrystus i jego krew, ale czy da się dostać, dorwać do tej osłony nie bawiąc się w żadną religijną szopkę? A jeśli już to jak najmniej...?

Czytany 1412 razy

Najnowsze od Tomasz Urban

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Polecamy

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.